Jak znaleziony na strychu kwietnik został ogrodowym lampionem

17:27

Lato to dla mnie czas, który jeśli się tylko da spędzam na ogrodzie. Tu jem posiłki, tu często siedzę w altanie z laptopem bo wolę ogrodowy stół od biurka, tu przyjmuję gości, a wieczorami lubię się ułożyć na hamaku i wsłuchiwać w życie ogrodu. To również sezon w którym wieczorem zapalamy lampiony, rozświetlając mroczne zakątki naszego zielonego pokoju.



Porządkując stryszek na siedlisku natknęłam się  na stary, drewniany kwietnik. Był nieziemsko brudny, pokryty pajęczynami i wieloma warstwami starej farby. Najwyraźniej oryginalny blat został zniszczony, bo ktoś przybił w jego miejsce deseczkę. Zabrałam kwietnik do domu z myślą, że coś z niego zrobię, o ile da się go domyć ;)


Umyty przestał sobie w garażu kolejne dwa miesiące. Jakoś nie miałam weny, żeby się nim zająć. W domu mi do niczego nie pasował, pomysłu na przeróbkę jakoś brakowało a i wizja zdzierania farby z tch wszystkich szczebelków jakoś nie zachęcała do działania. Aż przyszło lato i zaświtała mi racjonalizatorska myśl, że może to dobry mebel do ogrodu? Mogę go przecież pomalować tak jak jest, bez szlifowania do gołego drewna, farba go zabezpieczy przed warunkami atmosferycznymi a w ogrodowej scenerii będzie ciekawym akcentem. Wytaszczyłam kwietnik na podwórko i zaczęłam szukać odpowiedniej farby. Znalazłam w warsztacie resztkę bezrozpuszczalnikowej olejnej Allback w moich ulubionym głębokim granacie. Na szczęście te farby są mega-wydajne i nawet pół słoiczka starcza na spory kawał powierzchni.


Kwietnik lekko przeszlifowałam papierem ściernym i odpyliłam. Z farbą było trochę więcej zabawy, bo trzeba ją było rozmieszać.


Wbrew pozorom ten glut na dnie, to pełnowartościowa farba. Szwedzki producent zakłada, że dodawanie do farby substancji zapobiegających rozwarstwianiu się farby to niepotrzebne psucie produktu, przecież malujący potrafi mieszać i poradzi sobie z ujednoliceniem konsystencji. W sumie to przyznaję mu rację :)



Po trzech minutach intensywnego mieszania góra-dół, farba była gotowa do pracy. Ja też :)
Lubię malować surowe drewno, to naprawdę przyjemny proces patrzeć jak farba rozlewa się na jego powierzchni i stopniowo wsiąka. Z błyszczącej staje się matowa, co oznacza, że drewno z wdzięcznością przyjmuje odżywczy olej, wciągając go w pory. Zostanie tam jako zabezpieczenie przeciw wilgoci, a barwnik, kreda i reszta oleju zabarwią powierzchnię. Już po jednej warstwie drewno wygląda tak:


Gorzej tam, gdzie poprzednie warstwy są mało porowate. Farba nie wsiąka tylko powleka starą powłokę. Kwietnik był malowany jakąś farbą ftalową (też nazywaną dawniej olejną, choć z tradycyjnymi olejnymi miała niewiele wspólnego). Tu po jednej warstwie wyglądało tak:


Po wyschnięciu pierwszej warstwy na całość poszła druga i finalnie kwietnik zrobił się jednolity kolorystycznie.


Stawiamy go w altanie albo wśród zieleni a zamiast doniczki stoi na nim okrągły lampion. I wiecie co? Gdzie go nie postawimy tam wygląda dobrze. Magia jakaś czy co?

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjnie prezentuje się ze świecznikiem, wspaniała metamorfoza.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wygląda w nowej szacie. Duży lampion na nim prezentuje się super. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie lampion na nim wygląda. A w ogrodzie taki meblowy akcent wygląda rewelacyjnie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł na wykorzystanie kwietnika. Sama staram się dawać drugie życie meblom, przemalowuję, zmieniam obicie. Po co wyrzucać, skoro nie jest zniszczone, a można je lekko odpicować.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie jeśli zostawisz swój komentarz

Zapraszam na zakupy

Zapraszam na zakupy
Naturalne malowanie - farby, oleje, woski

Zapraszam na zakupy

Zapraszam na zakupy
Zdrowe ziarenka dla Ciebie

Popular Posts

Moja lista blogów

Blog Archive

Łączna liczba wyświetleń

Pinterest

Subscribe