piątek, 22 maja 2015

Balerinka z szewskiego kopyta

Nie pamiętam skąd się u nas wzięło to szewskie kopyto z drewna. Leżało, przewracało się po szufladzie, aż wpadło mi pod pędzel.  Teraz wygląda jak baletka na dziewczęcej stopie. 


Tak wyglądło przed:

Trzeba je było przeszlifować i zaszpachlować większe uszkodzenia. Potem ta przyjemniejsza część czyli malowanie, woskowanie i kokarda.



wtorek, 19 maja 2015

Delikatne woskowanie - "brudzę" sobie ramki

Wpadłam do hurtowni po zupełnie co innego, ale jak to zwykle bywa: "tego co Pani chciała chwilowo nie ma, Pani zobaczy może coś innego się nada?". Nic mi się "nie nadało", za to wyoglądałam uczciwie wszystkie półki i zakamarki. W efekcie wyszłam z brązowymi drewnianymi ramkami, których zakupu wcale nie planowałam ale wpadły mi w oko. Pomyślałam, że klimatem będą pasowały do ścian w naszym wiejskim siedlisku. Przeszkadzało mi jedynie, że choć postarzane to były mimo wszystko takie "nowe" i grzeczne. Postanowiłam trochę je przybrudzić.





Brudzenie ciemnego drewna patyną na ciemno nie miałoby jednak sensu, zamalowywać drewna nie chciałam. Postawiłam na wosk. Najbardziej pasujące mi kolorystycznie do siedliskowych wnętrz były Petrol (Byta-yta)  w kolorze kaczego jaja i Islandica (Amazona)  w zielonkawym odcieniu.  Wybrałam Islandicę. Nawoskowałam grubo miejsca w których były tłoczone wzory, spoiny, defekty drewna., rysy itp. Po kilku minutach zdjęłam nadmiar wosku szmatką, tak by pozostał tylko we wgłębieniach i nierównościach. Uzyskałam efekt o jaki mi chodziło - delikatne podkolorowanie drewna.



Na zdjęciach pokazuję Wam ramki po woskowaniu i przed woskowaniem.  Różnica nie jest duża, jednak według mnie nabrały nieco bardziej "wiekowego" charakteru.




wtorek, 12 maja 2015

Lampa-kapelusik i wiosenny bez

Zapach majowego bzu (a w zasadzie lilaka) wprawia mnie zawsze w dobry humor. Przypomina mi jak w dzieciństwie razem z bratem obrywaliśmy pachnące gałązki z dziko rosnących krzaków i zanosiliśmy je mamie.  Dziś i ja chętnie stawiam je w domu w rozlicznych wazonach, kankach i słojach.





Od znajomej, Eli, dostałam w prezencie świecę o zapachu bzu.  Będę ją sobie zapalać, gdy prawdziwy zapach kwiatów przeminie.


Przy okazji pochwalę się swoim nowym nabytkiem - lampką nocną Hepburn. Kiedy ją zobaczyłam od razu przyszły mi na myśl kapelusze rodem z hollywoodzkich  produkcji.  Na przykład takie jak ten:


Moja lampka wygląda tak:








czwartek, 30 kwietnia 2015

Ahoj przygodo!

Przygoda tym razem była tapicerska.
Dzięki warsztatom przeprowadzonym w AgoHome przez Aleksandra Kądzielę z AK Design odważyłam się zamienić ładny, choć już mocno wyeksploatowany stołeczek w siedzisko w marynarskim stylu.


Wypatrzyłam bidulka z zieloną, dziurawą tapicerką na Allegro. Bardzo mi przypadła do gustu jego forma. Drewno było zupełnie dobre. Żadnych korników, żadnych większych ubytków czy obtarć. Ot lekko przeszlifować, nawoskować i już.  Ale jak poradzić sobie z paskudną tapicerką, sprężynami i wysypującą się ze środka trawą morską?





Na szczęście nasz mistrz orzekł, że sprężyny są w porządku i nie trzeba ich wymieniać, a zamiast trawy morskiej i watoliny (których mimo jego namowy nie chciałam zatrzymać obawiając się roztoczy i ton starego kurzu)  można wstawić odpowiednio wyprofilowaną gąbkę. Rozbiórka starych powłok oraz wyjmowanie gwoździ i zszywek trwało nad wyraz długo i na pewnym etapie musiałam poprosić mojego M. o wsparcie. Części gwoździ nie byłam w stanie wyjąć, tak mocno siedziały! Podzieliliśmy się też dalszą pracą - on szlifował kolejne elementy, ja je woskowałam. Potem wspólnie docięliśmy i wyprofilowaliśmy gąbkę. Pomysł na styl marynarski zabłysł mi w głowie, kiedy przybiliśmy do spodniej strony stołka granatowy materiał techniczny odgradzający sprężyny od gąbki.



Ale skąd tu na szybko w niedzielne popołudnie wyczarować granatowe grube płótno? Musiałam się zadowolić tym co miałam pod ręką. A tu nawinął się kawałek bawełny w kolorze jeansu. Na bezrybiu i rak ryba....   Jeszcze na brzegi poszła tasiemka w kotwice i gotowe! Panie kapitanie, można siadać!




Przy okazji na warsztatach skorzystała nasz sunia. Nie, nie nauczyła się obsługi pistoletu tapicerskiego ;)
Dostała własny psi mebelek.  Kiedyś jadąc do domu zauważyłam wystawiony na śmietnik ikeowaski fotelik dla zwierząt. Był spłowiały, wysiedziany na  środku i nie miał barierki. Ale ramę miał ok, więc pomyślałam, że na coś się nada.  No i jak widać, po wymienie gąbki i tapicerki działa jak nowy. Moja Olcia oszlifowała i pomalowała mu też na nowo nóżki.




Jak się Wam podobają nasze nowe-stare meble? 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Stoliczku pomaluj się!

Nie wiem co w nich siedzi, ale zawsze zwracają moją uwagę -fikuśne stoliczki na toczonej nóżce. Jeden z nich po przemalowaniu wygląda tak:


Kupiłam go w ubiegłym roku na targu staroci. Wtedy prezentował się tak:


Gwint w nóżce był wyłamany i trzeba go było sklepić na stałe, co zleciłam mojemu M. Poza tym miał  liczne obdrapania lakieru. Po przemalowaniu na szary kolor farbą kredową zawoskowałam go na biało. Uznałam, że całkiem biały byłby okrutnie nudny.  A tak, spod białego wygląda nieśmiało szare.




Stoliczek trafia do zakładki "meble na sprzedaż" - może ktoś go przygarnie?


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pele-mele ze starej ramy

Muszę się do czegoś przyznać - przygarniam mnóstwo różnych gratów, które w zamierzeniu właścicieli powinny wylądować na śmietniku. Myśl, że mogą na zawsze zniknąć w wielkiej paszczy śmieciarki napawa mnie smutkiem. Tak było również z kilkoma starymi ramkami. Jak to strychowe znaleziska: rozchwiane i lekko obtłuczone ale całe. Pomyślałam, że są dobrą bazą do różnych majsterkowych projektów i odkupiłam je za kilka złotych. Skleiłam, żeby przestały się kiwać i odłożyłam "na potem". Przeleżały w pracowni kilka miesięcy czekając na swoją kolej, a teraz za sprawą TV Puls zmieniły się w tablice pele-mele.


Zostałam zaproszona jako ekspert do udziału w inauguracyjnej emisji nowego programu Twój Puls. Jako temat swojego pokazu wybrałam tzw. tablicę niezapominajkę. Pomyślałam, że to zadanie w miarę proste do zrobienia nawet dla niezbyt wprawnej osoby, a z drugiej strony możliwe do pokazania w ograniczonym telewizyjnym czasie.  Szafy z pewnością nie zdążyłabym przemalować w kilka minut ;)

Na wizji można było zobaczyć jak nowe życie dostaje tablica w zielonej oprawie. Powstała na bazie złoconej, prostej ramy. W przetartych miejscach widać pierwotne malowanie. Do tego kawałek tapicerskiej gąbki, materiał który kiedyś kupiłam z myślą o zasłonach i trochę wstążki.



Gąbka została docięta na wymiar otworu i za pomocą dwustronnie klejącej taśmy zamocowana na tylnej płycie. Rama oryginalnie nie miała plecków, więc zrobiłam je z bardzo sztywnego kartonu ze skrzynki na owoce. Inne moje tablice mają plecki docięte z hdf lub sklejki. Karton ma swoje zalety - jeśli chcecie dodatkowo wzmocnić guziczkami miejsca w których krzyżują się wstążki można bez większego  problemu mocną nicią i grubą igłą przeszyć na wylot materiał, gąbkę i tekturę.  Warto sobie przy tym pomóc kombinerkami (do chwytania igły). W przypadku plecków ze sklejki można w takie miejsca wstrzelić zszywkę tapicerską i guzik dokleić maskując w ten sposób zszywkę. Przy pleckach z hdf najlepiej za pomocą wiertarki zrobić otworki w miejscach  w których mają być doszyte guziki. Wtedy na jednej stronie przyszywamy guzik ozdobny, a na drugiej (czyli na tyle) płaski  guzik pościelowy.

 


Do pokazania w programie przygotowałam w sumie cztery tablice. Jedną już kiedyś pokazywałam na blogu. To tablica zrobiona ze starych drzwiczek od szafki. Drugie drzwiczki są teraz lustrem w mojej łazience.


Nowe tablice ubrałam w jeansowe tkaniny. Doskonale współgrają z szarymi, przecieranymi ramami. Jedną po programie podarowałam Kasi Cichopek. Na którą stawiacie?

Teraz cierpliwie czekam na powtórkę programu, bo nie miałam możliwości zobaczyć go 7 kwietnia.  Kolejny odcinek z moim udziałem zostanie wyemitowany jutro. I wygląda na to, że znów go nie obejrzę, bo w tym czasie będę nagrywać kolejny :)
No cóż, zostaje mi jedynie liczyć na Waszą opinię!
Pierwszą (i bardzo dla mnie miłą) znalazła moja córka na blogu Doroty Zawadzkiej.



sobota, 4 kwietnia 2015

Dobrej Wielkanocy!

Baby upieczone, koszyki z jedzeniem poświęcone, kąty ogarnięte ... Najwyższy czas życzyć Wam kochani pogodnych i radosnych świąt! 




sobota, 21 marca 2015

Parasolnik jak nowy!

Wyhaczyłam go na Allegro. Co prawda zupełnie nie tego szukałam, ale ewidentnie mówił weź mnie...
Nie mam zdjęcia przed, bo jak tylko do mnie dotarł od razu wzięłam go pod pędzel i machnęłam Amazoną na szarozielony kolor (olifgrijs).  Potem wosk bezbarwny Amazona i wosk patynujący z Byta-yta, żeby nadal wyglądał na nadgryziony zębem czasu. Do niczego mi w domu specjalnie nie pasuje, więc jak ktoś chętny to odsprzedam :)




Ten i inne pomalowane przeze mnie meble, które można kupić znajdziecie w zakładce Meble na sprzedaż

czwartek, 19 marca 2015

Lustro Pani Moniki

Nie było chyba nikogo, kto nie zwróciłby na nie uwagi. Co prawda gościło w mojej pracowni tylko kilka dni, ale niezawodnie przykuwało uwagę każdej wchodzącej osoby.





Oprawione w drewnianą, rzeźbioną ramę lustro stanowi wyjątkową ozdobę domu mojej klientki. Kiedy dostałam je do przemalowania było zabezpieczone olejem i przy bliższym przyjrzeniu się ujawniało pewien mankament: ślady kleju stolarskiego w miejscach łączenia ze sobą rzeźbionych elementów. Zapewne przed olejowaniem nie było tego widać. Zaolejowane drewno przybrało mocniejszą barwę, a miejsca oklejone nie złapały oleju i pozostały jasne.




Moim zadaniem było przemalowanie i nawoskowanie ramy, tak by wyglądała stylowo i pasowała do klimatu w jakim Pani Monika urządza swój dom.  Użyłam farby w kolorze Cafe Glace.



Jak widzicie to bardzo jasny kolor. Gdybym chciała go zostawić w takim stanie wystarczyłoby położyć przezroczysty wosk. Ja jednak chciałam aby wszystkie załamania i rzeźbienia stały się widoczne, co wymagała potraktowania ramy dodatkowo ciemnym woskiem. Zazwyczaj jako podkład pod wosk patynujący biorę wosk przezroczysty. Tutaj ze względu na niewiarygodną ilość zakamarków, zagłębień itp. użyłam matowego werniksu, przystosowanego do pracy z farbami mineralnymi, który rozprowadziłam pędzlem. Po wyschnięciu werniksu nakładałam partiami ciemny wosk, ścierając od razu jego nadmiar szmatką. Wosk nieco przyciemnił farbę, ale przede wszystkim pozostał we wgłębieniach.



Na koniec ramę przetarłam delikatnie papierem ściernym - w niektórych miejscach do odsłonięcia drewna.  Jak się Wam podoba wersja finalna?