czwartek, 30 lipca 2015

Ogrodowy stolik z maszyny do szycia - metamorfoza

Mebel w 100% z odzysku. Dacie wiarę?


W 1997 roku, kiedy mieszkałam pod Wrocławiem powódź zwana potem potocznie powodzią tysiąclecia wyrządziła w mieście i jego okolicach potężne szkody. Do wioski w której mieszkałam ewakuowano dwie sąsiednie wsie, kompletnie zalane wodą. Pola, łąki, a także ulice i osiedla stały się nagle wielkim jeziorem. Najbardziej wstrząsający był jednak widok tego, co pozostało po cofającej się powodzi. Krajobraz jak z filmów s-f, całkowicie pokryty błotem i szlamem. Pomimo ogromu nieszczęścia zdarzały się też sytuacje, które wywoływały mimowolny uśmiech na twarzy. Jednym z takich zabawnych widoczków  był "salonik" urządzony na przystanku autobusowym. Ktoś postawił tam kanapę, fotel, stoliczek i lampę z abażurem - wszystko tak dokładnie oblepione błotem że nie sposób było się domyślić pierwotnych kolorów.  A na stoliku stał sobie jak gdyby nigdy nic ubłocony dzbanek na herbatę i obtłuczona filiżanka. Drugi zabawny widoczek to starszy Pan, chudy i niski, z mozołem ciągnący za sobą  wózek-dwukółkę na którą pracowicie zbierał wszelkie żelastwa rozrzucone po ulicach i podwórkach na przedmieściach Wrocławia. Piętrzyły się na wózku w malowniczym stosie, podskakując na każdym wyboju i przechylając się raz w jedną, raz w drugą stronę.  Na samym szczycie metalowej piramidki sterczały nogi maszyny do szycia. Zapytałam staruszka za ile odsprzedałby mi swoją zdobycz. Podrapał się po mocno przerzedzonej czuprynie i spoglądając tęsknym wzrokiem na McDonalda za moimi plecami bąknął:  kawę i hamburgra. Kiedy pobiegłam po kanapkę rzucił jeszcze szybko: i frytki!  W ten oto barterowy sposób zostałam właścicielką  lekko podrdzewiałych reliktów przeszłości :)



Rozmontowane nogi wstawiliśmy do piwnicy moich teściów, bo po przeprowadzce do Warszawy kompletnie nie mieliśmy co z nimi zrobić. Potem utknęły w naszym garażu, bo choć wiedzieliśmy do czego będą służyć, to nie mieliśmy czasu się niemi zająć. Na jakiejś aukcji internetowej dokupiłam w ubiegłym roku dębowy blat w opłakanym stanie.  Część desek miała lokatorów, a z ramy odlazł obłóg.


Mój nieoceniony mąż skleił go, potraktował środkiem owadobójczym, wyszlifował, zaolejował i zawoskował na ciemno. W miejsca całkowicie przeżarte wstawił fleki z dębowej deseczki.




Olej wsiąkał w drewno jak w gąbkę. Drewno od razu nabrało szlachetniejszego wyglądu, uwidoczniły się słoje. Dzięki porządnemu olejowaniu może teraz bezpiecznie stać na dworze i żaden deszcz mu nie zaszkodzi.

Nóżki zostały wyszlifowane. Wymontowaliśmy koło, które będzie elementem innego meblowego projektu. Zmontowane nóżki pomalowałam  dwiema cienkimi warstwami farby Allback w kolorze Midnightt Blue.





 Tym samym kolorem pociągnęłam także  podstawę blatu, która bez dębowego obłogu nie wyglądała zachęcająco. 


Farba Allback schnie długo (pomiędzy warstwami trzeba czekać 24 godziny) ale chroni doskonale. Przez kilka do kilkunastu następnych lat nie popęka i ni złuszczy się, a zawarty w niej olej skutecznie odcina dostęp wilgoci. Zważywszy na fakt, że szlifowanie tych nóżek było ciężka pracą  wizja, że po roku czy dwóch miałabym na nowo zdzierać rdzę nie nęciła mnie w ogóle :)
Gotowe dzieło:



Teraz na warsztat trafiły dwa metalowe krzesełka, które będą stały przy stole.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Szara eminencja



Szafkę, którą dzisiaj Wam pokażę przemalowałam tuż przed wyjazdem na urlop. Uznałam, że skoro wszystko mam już z grubsza spakowane, najstarsze dziecię ze szpitala odebrane a męża wywiało na kilka godzin na motocyklową wycieczkę, to mogę sobie pozwolić na aktywny wypoczynek z pędzlem w dłoni. W jadalni mam nieduży kąt,  w którym aż się prosi ustawić niewielki stoliczek lub szafkę.  Do tej pory stała tam półokrągła konsolka, którą pokazywałam (już przemalowaną) TU.  Postawiłam ją w domu tymczasowo i jak to z prowizorkami bywa przetrwała tam kilka lat. Wymiarami nie bardzo pasowała, ale nie miałam alternatywy. Co jakiś czas wznawiałam poszukiwania ładnego  stoliczka lub szafki, aż trafiłam na jakimś targu staroci na mebelek za  śmieszną cenę.  Drewno było w dobrym stanie, natomiast widoczne były spękania lakieru na górnym blacie i kilka plam. Nie mam niestety zdjęcia  przed przemalowaniem.  Po przemalowaniu na ciemnoszary kolor (Black Pearl Amazona) wygląda tak: 



Zdjęcia w jadalni zrobiłam wieczorem, w sztucznym świetle, więc tło jest nieco żółtawe i kolory przekłamane.  Wcześniej zrobiłam zdjęcie w  naszej sypialni, myślę że daje lepsze pojęcie o  kolorze szafki.  Delikatne przetarcia dodają jej uroku.  


poniedziałek, 13 lipca 2015

Szafka wiejsko-niebieska

Uprzedzam, przez kilka następnych postów będę Was męczyć mebelkami w różnych stylach i kolorach.  Nazbierało mi się ostatnio tego trochę :)
Przed wyjazdem na nasze wiejskie siedlisko postanowiłam trochę zaszaleć i "zmalować" kilka sprzętów. Lubię ten moment, kiedy wypakowujesz rzeczy z bagażnika, wstawiasz na właściwe miejsca i masz od ręki wyczarowany klimacik!  Tym razem sielsko-wiejski, kolorystycznie dopasowany do pomalowanego wcześniej łóżka.


Bazą do metamorfozy mebla była stara szafka tzw. nakastlik. Kiedyś, gdy mieszkaliśmy w bloku  pełniła rolę podstawy pod biurko, potem po przeprowadzce do domu została nocną szafką mojej córki. Teraz pojedzie na wieś  :)


Szafka byłą w dobrej kondycji, wystarczyło ją więc tylko umyć. Większe ubytki w blacie zostały zaszpachlowane, a potem nałożyłam farbę Amazona Vert de Bleu.



Szuflada i drzwiczki zostały potraktowane kolorem jasnoszarym (Duifgrijs). Po wyschnięciu i zawoskowaniu postanowiłam dodać na drzwiczkach jakiś dekorek. Marzyły mi się malowane wiejskie kwiaty. Tyle, że tak malować jak bym chciała to ja nie umiem. Przegląd serwetek do decopupage tez mnie nie zachwycił, bo choć kwiatowych wzorów mam w zapasach mnóstwo, to żadna mi jakoś nie pasowała.  Skończyło się wiec na szablonie i wosku Byta-yta w kolorze Petrol.  Efekt mnie zadowala i co najważniejsze efekt "starości" został zachowany.  Na razie szafka jeszcze w naszym domu:



Delikatna przecierka i niewielka ilość wosku patynującego dała ciekawy efekt.


Lubię gdy mebel pozytywnie zaskakuje użytkownika, stąd kwiaty również na bokach szuflad i we wnętrzu.





czwartek, 9 lipca 2015

Emaliowane niebieskości

Chyba mam jakieś wnętrzarskie skrzywienie :) 
Poszłam do Tesco po komponenty do sałatki, a wyszłam z kompletem garnków i durszlakiem. Wszystko w niebieskościach. 



Co ciekawe, w kompletowaniu garnków dzielnie pomagał mi mój małż. Chyba po prostu oczyma wyobraźni już je widzieliśmy w naszej siedliskowej, wiejskiej kuchni.  Emaliowane garnki nieodmiennie kojarzą mi się z dzieciństwem, bo w takich właśnie garnkach gotowały całej rodzinie mama i babcie. Co prawda naczynia z Tesco to produkcja węgierska a nie nasza Silesia Rybnik czy Olkusz, ale na razie sprawują się całkiem dobrze!


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wakacyjne rwanie czereśni i deszczowe zakupy

Wyjazdowy, pierwszy wakacyjny weekend za nami. Odwiedziliśmy moich rodziców, moich teściów i w drodze powrotnej udało się nam nawet wpaść na chwilę do babci.  Sobotę spędziliśmy prawie jak ludzie pierwotni - na drzewie. A w zasadzie mój maż na dachu altanki, Ola na drzewie, ja na drabinie a reszta familii krążyła miedzy nami opróżniając kolejne wiaderka (w przerwie zaś obskubując poziomki). Połowa "urobku" wylądowała w naszych brzuchach od razu, resztę (2 spore skrzynki) przywieźliśmy do domu. Pisząc tego posta wcinam kolejną porcję słodkich owoców :)



W niedzielę rano pogoda się załamała. Spacer z aparatem po ogrodzie teściów uskuteczniałam w krtce z kapturem. Fotorelacja z ogródkowego spaceru jet TUTAJ

Nastawiłam się na niedzielne buszowanie na targu staroci, a tu jak na złość nie chciało przestać siąpić.  Mimo wszystko wybraliśmy się na spacer i kilka "łupów" udało mi  się upolować.
Dzbanek w kobaltowym kolorze.

 

Róże są moje, ogródkowe :)



Po drugie małą miseczkę, która tu widzicie z czereśniami  - zabiorę ją później na siedlisko.


Dwie szklaneczki z kieliszkami.




I złotą rybkę ;)
Oby spełniała życzenia!


piątek, 19 czerwca 2015

Stary-nowy stolik z Ikea

Długi weekend jak pisałam przebiegał nam w wyjątkowo pracowitym klimacie. Ponieważ nigdzie się nie wybieraliśmy, a pogoda była sprzyjająca nadrabialiśmy zaległości ogródkowo-meblowe. I tak pod pędzel trafił mi wreszcie mały stoliczek - konsolka, który widzicie na zdjęciu:


Czy ktokolwiek z Was jeszcze pamięta, że takie sosnowe mebelki sprzedawała dawno temu Ikea? To był jeden z naszych najlepszych zakupów, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w bloku. Kuchnia była tam tak maciupka, że nic innego by się nie zmieściło (a tak 2 osoby miały jak zjeść śniadanie).  Wymiar stolika pozwalał nam również dostawić go do krótszego boku stołu w pokoju dziennym, dzięki czemu dało się  wygodnie zasiąść gdy przychodzili do nas goście. Po przeprowadzce do naszego obecnego lokum wylądował w narożniku jadalni jako pomocniczy blacik. Tymczasowo, oczywiście. I tak mu się tam jakoś stało tymczasowo prawie 12 lat :)  Zwykle przykryty serwetą, bo blat po wielu latach używania nie wyglądał zbyt pięknie. Teraz został wyciągnięty z kąta, przeszlifowany i odnowiony. 


Nóżki pomalowane farbą Amazona Off White, blat pociągnięty kilkakrotnie woskiem Amazona w kolorze czekolady. Sama nie mogłam uwierzyć, że to ten sam stolik! A w zestawieniu ze skandynawskim słojem i wiklinową ścianką na ogrodzie nabrał wyjątkowego uroku.






Blat po wyszlifowaniu, nawoskowaniu i wypolerowaniu wygląda naprawdę świetnie.

Aranżacja ogrodowa w sielsko- marynarskim klimacie powstała ad hoc i nie jest docelowym sposobem użytkowania tego stolika. Szczerze mówiąc nie bardzo mam z nim co zrobić, bo w żadnym z pokoi mi nie pasuje, a do jadalni zaplanowałam już co innego. Na razie cieszę swoje oko starym-nowym meblem.


P.S. wspomniany we wcześniejszych postach skalniak przeszedł w weekend metamorfozę i zyskał..trochę kiczu na ozdobę. Więcej o tym jak wbrew logice polubiłam plastik znajdziecie tu <klik>

wtorek, 9 czerwca 2015

Pracowity długi weekend

Pogoda sprzyjała pracom ogródkowym, więc do komputera mnie nie ciągnęło.  Odchwaściłam skalniak, przesadziłam kilka roślin,  pomalowałam stertę różnych rzeczy czekających na swoją kolej w naszym garażu.  I mam nadal niedosyt ;)


Ogród kipi kwiatami i zapachami.



 Róże zaglądają nam do okien (a ten zapach!)


No i jak tu się nie cieszyć takimi widokami?


O skalniaku po "remoncie" opowiem i pokażę go innym razem.  Teraz pochwalę się deseczkami :)
 Eksperymentuję z nakładaniem kolorowych wosków na drewno. Trenowałam na starych deskach i taki efekt mi wyszedł:


Moim zdaniem efekt fajny (im bardziej "stargana życiem" deska tym ciekawszy).  Jak uzyskać taki efekt pokazałam tu (klik)

niedziela, 31 maja 2015

Tea for Two na ogrodzie

Nareszcie ładny, słoneczny weekend.  W takie dni nie mam ochoty wracać z ogrodu do domu. Cieszę się słonkiem, kwitnącymi kwiatami i rozbuchaną zielenią.  Na ogród przenoszę się też ze śniadaniem, piciem kawy i miseczką truskawek. Na świeżym powietrzu nie wiedzieć czemu smakują lepiej :)
Dzisiaj wyniosłam na dwór mój nowo przemalowany mebelek i starą zastawę na dwie osoby.


 W ramach dogadzania podniebieniu do herbaty podałam syrop z kwiatów czarnego bzu. To już niestety końcówka moich zapasów, czekam więc z utęsknieniem na tegoroczny zbiór. 
Mam na ogrodzie miniaturowego lilaka, który właśnie kwitnie. Kolorystycznie pięknie się zgrał z zastawą ;)



 Stali bywalcy mojego bloga być może w tym stoliczku:


rozpoznali moją ubiegłoroczną loppisową zdobycz ze szwedzkich wakacji:


To ten sam stoliczek, po lekkim podrasowaniu.  Początkowo planowałam tylko przemalowanie nóżki, ale okazało się przy bliższej inspekcji. że blat ma sporo pęknięć lakieru i kilka delikatnych ale widocznych wgnieceń. Został więc przeszlifowany i zawoskowany na ciemny brąz. Nie żałuję dodatkowej pracy - woskowany blat nabrał szlachetności.