środa, 3 lutego 2016

Szuflada z wiosenną niespodzianką

Za oknem śniegu brak, za to chmur całe mnóstwo. Na poprawę nastroju zafundowałam sobie terapię kolorami :)  Kolorowe hiacynty zagościły w doniczkach i skrzynkach. Kilka z nich zamieszkało tymczasowo... w szufladzie.


Szufladę ze starej maszyny do szycia dostałam w prezencie od znajomego handlarza antyków. Była w całkiem przyzwoitym stanie. Postanowiłam przerobić ją na skrzyneczkę na drobiazgi.


Pomalowałam farbą Amazona w kolorze Antiek Wit i zawoskowałam.  Przód ozdobiłam motywem z serwetki. Służyła mi jako pojemnik na przeróżne "przydasie".  Aż awansowała na doniczkę :)


W środek włożyłam plastikową tackę, na niej postawiłam doniczki z hiacyntami, a puste miejsca wokół doniczek wypełniłam drewnianymi trocinami.  Reusing do kwadratu, bo nie tylko szufladka jest "z odzysku" ale i trociny to wypełnienie skrzynki na wino.


Po kilku dniach w cieple doczekałam się kolorowych kwiatów.


piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt!



Święta Bożego Narodzenia
niosą ze sobą wiele wzruszeń, chwil radości oraz refleksji dotyczących
minionego okresu i planów na nadchodzący Nowy Rok.
W tych wyjątkowych dniach życzę Wam kochani
serdecznych spotkań w gronie rodzinnym,
wszelkiej pomyślności w życiu osobistym
oraz zadowolenia z podejmowanych wyzwań.







wtorek, 15 grudnia 2015

Serca rozdane

Kochani, serdecznie dziękuję za udział w zabawie. Ile się u Was rzeczy w tym roku wydarzyło!
Nuleczka przygarnęła psa, Gabrysia walczyła z chorobą syna a Szara Sowa z własną. Happy Alimak zdobyła się na mroźną kapiel, a Honcia zdobyła nową pracę. Marzena czeka na wnuczkę, Kasiaaa realizuje się wnętrzarsko. Do tego dalekie podróże, nowe wyzwania, praca nad sobą i wiele innych rzeczy, jakich dokonałyście w 2015r. Wszystkim Wam serdecznie gratuluję ciekawego, pełnego  wrażeń życia :)
Wybór wcale nie był łatwy, ale jakoś musiałam go dokonać.
Serce w paseczki


wędruje do:
Szarej Sowy - z życzeniami pokonania choroby i szybkiego powrotu do zdrowia. Kiedy szwankuje zdrowie, ważne, by ktoś Cię wspierał i pomagał. Serducho dla Ciebie i Twojego M!
Gabrieli Wysockiej - bo wiem jak ciężko przeżywa się chorobę dziecka (mój bilans tego roku: 9 pobytów córki w szpitalu), nawet jeśli to już całkiem "odrośnięty od maminej spódnicy" człowiek;
Honci - w nagrodę za wytrwałość w dążeniu do uzyskania wymarzonej pracy. Jako mama czwórki wiem, że nie samym domem człowiek żyje i choć bardzo się kocha rodzinę, to ważne jest również spełnianie własnych zawodowych zamierzeń;


dodatkowe serducho postanowiłam podarować Happy Alimak. Nie potrafię wyobrazić sobie kąpieli zimą, która nie skończyłaby się dla mnie zapaleniem płuc i/lub zapaleniem zatok. Jestem nieprawnym zmarzlakiem i zimą najchętniej nie wychodziłabym z ciepłego domu. Brawo za odwagę!

Pozostałych bardzo proszę o kontakt mailowy - przygotowałam dla Was małe, skromne niespodzianki w ramach nagrody pocieszenia  :)

piątek, 11 grudnia 2015

Pora na opatulanie się kołderką

Wieczory szare, poranki ciemne. Wam też nie chce się z łóżka wychodzić? Ja najchętniej spędzam czas z lekturą lub puszczam muzyczkę i zapalam świece. Do tego ciepła herbatka lub kawa z cynamonem,  światło świec i czego mi więcej trzeba?  Co prawda roboty w domu zatrzęsienie, przydałoby się to i owo wyprać, posprzątać czy przygotować, ale jakoś mi się tak zwyczajnie nie chce.


Jak widzicie w mojej sypialni klimatów świątecznych jeszcze za bardzo nie widać.  Czekam do przedświątecznego tygodnia. Na razie wyciągnęłam z szuflady niebieskie gwiazdki, otrzymane kiedyś od Kasi z bloga Hand Made By Kasiula. Miały być dołączone do gwiazdkowych prezentów, ale spodobały mi się powieszone na toaletce i tak już zostało. 



Niebieskie dodatki rozgościły się zresztą i w innych kącikach. Na stoliku nocnym stoją błękitne buteleczki od Ewy z Przytulnego Domu.  Towarzyszy im błękitna świeca ozdobiona medalionem z wizerunkiem wiktoriańskiej dziewczynki w zimowym futerku i wynaleziony przeze mnie na starociach kobaltowy dzban. Kosztował zaledwie kilka złotych!  W dzbanie róże od mojego M. Pełnia szczęścia!


To Wy się rozejrzyjcie a ja biegnę na dół po kubeczek czegoś rozgrzewającego :)




środa, 9 grudnia 2015

Podzielę się sercem!

A w zasadzie to nawet trzema!  Niedługo moje urodziny (które z kolei, niech może zostanie dla wtajemniczonych)  i z tej okazji chciałabym Was czymś obdarować. Doceniam to, że do mnie zaglądacie, komentujecie,  kierujecie swoje ciepłe słowa. Bez "podczytywaczy" blog byłby martwy, a ja nie miałabym motywacji by go dalej prowadzić. Jesteście wyjątkowi!
Mam dla Was 3 cudne serducha w rustykalnym stylu.  Wpisują się doskonale w świąteczny klimat, ale mogą również być ozdobą cały rok.



W zabawie może wziąć udział każdy, niezależnie od tego czy prowadzi bloga czy nie. Blogerów proszę o udostępnienie zdjęcia nagrody na swoich blogach, natomiast osoby, które nie prowadzą bloga,o podanie adresu mailowego. Dodatkowo proszę o zostawienie komentarza pod tym postem (abym wiedziała kto się z nami bawi) i napisanie, co wyjątkowego spotkało Was w tym roku.
Na komentarze czekam krótko, bo tylko do 13 grudnia. Już 14-go grudnia wybiorę osoby, do których powędruje mój serduszkowy prezent :)

wtorek, 8 grudnia 2015

Wieczorową porą...

... zapalamy świece, latarenki i lampiony.  Szybko nadciągający zmrok trzeba przecież jakoś oswoić! Ostatnio zupełnie przez przypadek zajrzałam do Pepco i wyszłam z dwoma szklanymi słoikami - świecznikami. Lubię takie z karbowanego szkła, bo ładnie załamują światło świec. Pierwszy, w "jedynym słusznym" kolorze trafił do Oli. To naprawdę wygodne kiedy ktoś ma ulubiony kolor - znajdujesz coś ładnego w pasującej gamie barw i prezent gotowy :)



Drugi, mniejszy trafił do salonu.




Trzeci, już nie z sieciówki, ale z hurtowni dekoracji na Broniszach stanął na oknie.  W dzień wygląda ładnie, ale wieczorem to po prostu poezja!




Wygrzebałam też z przepastnej szuflady mojej komody prosty, żeliwny świecznik z IKEA. Na ciemne wieczory jak znalazł!



Za lampion służy też od czasu do czasu okrągła szklana kula z kwiatami. Wkładam do niej długą świecę stołową. Muszę tylko uważać i gasić ją zanim się wypali do końca, żeby nie poparzyć roślin.


A Wy jak "oswajacie" mroczne wieczory?



piątek, 4 grudnia 2015

Drobne zmiany w przedpokoju

 Niby nic, a cieszy :)  Czasem drobne zmiany dają spektakularny efekt. Tym razem wystarczyło zmienić jeden mebel na drugi, dorzucić parę dekoracyjnych drobiazgów i gotowe.


Marzy mi się w przedpokoju ładna, ciemna, stylowa konsolka. Problem w tym, że co znajdę ładny mebel to albo za drogi, albo mi wymiarami nie pasuje.  Przez jakiś czas miejsce w przedpokoju zajmowała holenderska ławka, o czym pisałam TU



Ostatnio, z racji przeprowadzki mojej babci do domu opieki, trafił do mnie na przechowanie jej stolik. Myślałam o tym, aby go wywieźć na wieś, ale jakoś się ciągle nie składało. W końcu wpadłam na pomysł, żeby przymierzyć stolik do wnęki w przedpokoju. Efekt okazał się całkiem dobry.


Do kompletu zniosłam z góry dwie ładne, ale rzadko używane przez nas lampki. Przedpokój jest kiepsko doświetlony, więc będą jak znalazł. W szufladkach mam wreszcie miejsce na klucze, smycz i inne drobiazgi, a na półce pod blatem zmieściło się bez trudu pudełko ze świecami, które z racji gabarytów zwykle ciężko mi było upchnąć w komodzie w salonie.


Mojej babci stolik służył najpierw jako szafka na telewizor, potem jako szafka nocna. Lakier troszkę już nadgryzł ząb czasu, dlatego w wolnej chwili (rany, to u mnie istnieje coś takiego jak "wolna chwila"?)  wezmę go w obroty. Zeszlifuję odłażący lakier i pięknie zawoskuję cały stolik. Może troszkę przyciemnię? 




Szkoda, że dni teraz takie szare i ponure, trudno zrobić zdjęcie w naturalnym świetle. Mam nadzieję, że pomimo kiepskiego oświetlenia widać, że stoliczek prezentuje się doskonale :)

poniedziałek, 30 listopada 2015

Grudzień za progiem

Ani się obejrzałam, a tu już prawie grudzień! Na blogach koleżanek królują bombki, śnieżynki i renifery, a u mnie na blogu stół i spółka. Jakoś nie mogłam się w tym roku zebrać do świątecznych dekoracji, dopiero Kiermasz Mojego Mieszkania i wspólne robienie ozdób z dzieciakami i rodzicami w klasie Mai uprzytomnił mi, że zaczyna się Adwent i Święta już lada moment!  Poczłapałam więc na strych, żeby przejrzeć co też znajduje się w moich zapasach dekoracyjnych i pomyśleć, czy czegoś nie powinnam dokupić, albo zrobić. No i wciągnęło mnie na maksa :) 


Zresztą nie tylko mnie. Moje młodsze córki rozpędziły się tak, że mogłyby już po choinkę do leśniczego lecieć. Na razie przyniosłam na dół jeden sznur lampek i kilka bombek. Jesienne dekoracje zastąpiłam zimowymi, nacięłam trochę jałowca z ogrodu, zebrałam parę szyszek, poskładałam tow kilka stroików  i od razu się jakoś milej zrobiło.









wtorek, 10 listopada 2015

Zielony stół

No, może nie cały zielony :)
Blat zostawiliśmy naturalny. Za to mocno wyszczotkowany dla podkreślenia rustykalnego charakteru.
Kto podgląda mojego wiejskiego bloga Siedlisko na Wzgórzu ten wie, że remont jednego z budynków ma się powoli ku końcowi.  A że bez stołu ani rusz to zmontowaliśmy sobie taki oto mebelek z ramy starego stołu i desek z palet.


Stół ze zniszczonym blatem wypatrzyłam na wiosnę podczas wywózki gabarytów. Grzecznie poprosiłam właścicieli o schowanie go z powrotem na podwórko na pół godziny, żeby mi go śmieciarka nie podebrała i pognałam do domu wymontowywać fotele z samochodu. Zdobycz wpakowałam do bagażnika, zawiozłam do domu i z dumą postawiłam na środku altany. Bida to była, że aż strach. Blat powypalany, nogi obstukane z każdej strony i z wieloma widocznymi warstwami "dawnej świetności" w różnych kolorach.  Za "obróbkę" zabrałam się dopiero latem.



Blat poszedł do kosza, a nóżki Michał oskrobał do drewna. Pomagał sobie opalarką, a kolejne warstwy grzecznie schodziły z mebla. Drewno było mocno żywiczne, więc po obskrobaniu pachniało całkiem przyjemnie.




Obskrobane nóżki i szuflada zostały dokładnie zaolejowane. Drewno piło, aż miło. Zresztą sami możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej - widać jak głęboko wciągnęło olej. Cieńsze deski zostały zaolejowane na wylot!


Potem przyszedł czas na malowanie.  Wybrałam ciemną zieleń.



Malowanie przy tegorocznych temperaturach w czasie lata na dworze nie stanowiło większego problemu. Farba, która zwykle schnie ok 24 godzin tu praktycznie wysychała w kilka godzin. Położyłam więc migiem obie warstwy. Blat postanowiliśmy zrobić z desek paletowych. Szwedzkie farby, które sprzedaję w AgoHome przychodzą na paletach z bardzo ładnego drewna. Deski poza dziurkami po gwoździach nie miały żadnych większych wad (bo sęki nam nie przeszkadzały- w końcu rustykalnie miało być!). Michał skleił z nich blat, który następnie dokładnie wyszczotkował.




Dziurki po gwoździach zostały zaszpachlowane


Oryginalna rączka szuflady była tak zapaćkana farbami, że planowałam zamontować inną. Dobrze, że tego nie zrobiłam! Mój pracowity mąż doczyścił ją i okazało się, że ma bardzo ładny kształt, którego pod toną farby w ogóle nie było widać! Jedynie metalowy element musieliśmy na nowo pomalować, bo miał paskudne, wżarte plamy. Potraktowaliśmy go cynkiem w sprayu.


 Blat po zaolejowaniu dokładnie zawoskowałam. Tadam! Pięknie się prezentuje!


Jak widać na pierwszym zdjęciu trochę zmodyfikowałam pierwotną formę stołu, dodając mu półkę pod spodem. Ta ze zdjęcia jest tymczasowa, chcemy dorobić taką samą jak blat. Stół ma służyć za kuchenny pomocnik i na półce docelowo będą stały kosze.