wtorek, 29 lipca 2014

Farby, farby, farby...



Wybaczcie, że na resztę relacji z wojaży po Szwecji i różnych poczynionych przy okazji wnętrzarskich odkryć będziecie musieli kilka dni poczekać. Wpadłam w po-urlopowy wir pracy i muszę się troszkę ogarnąć :)

malowany przecierką element mebla
Ostatnio praktycznie nie ma dnia, aby ktoś nie zadał mi pytania o to jak i czym coś pomalować, jakiego użyć pędzla albo czy mu wosk na meblach nie zżółknie. Pomyślałam więc, że na te najczęściej pojawiające się pytania spróbuję sukcesywnie  odpowiedzieć na blogu.  Z góry zastrzegam, że wszelkie zamieszczone w poście informacje i porady  wynikają z moich dotychczasowych doświadczeń, a co za tym idzie nie uwzględniają wszelkich możliwych sytuacji, stanu poddawanych przeróbce sprzętów czy pełnej gamy  dostępnych na rynku produktów do stylizacji mebli. Z całą pewnością na wiele Waszych pytań szerszej odpowiedzi mogą udzielić producenci lub dystrybutorzy poszczególnych marek.  To co? Zaczynamy? Dzisiaj pierwszych pięć pytań z odpowiedziami. 

1.       Na blogu pokazujesz metamorfozy różnymi farbami. Które z nich są najlepsze?

W tej sytuacji pozwólcie, że ja zadam pytanie: najlepsze do czego?  Każda farba ma określone cechy i pozwala osiągnąć konkretne efekty.  Najczęściej stosuję farby wodorozcieńczalne. Jeśli malowany przedmiot ma być pokryty cieniutką, gładką powłoką wybieram farby akrylowe Fluggera. Lubię ich  używać do malowania drewnianych przedmiotów, które potem mam zamiar dekorować  decuopagem lub transferem, ale mają zachować lekko widoczną strukturę drewna (czasem podkreślam ją potem dodatkowymi zabiegami). 

Pudełko malowane jedną, cienką warstwą farby Flugger
 Przedmioty trudne do pomalowania ze względu na ich kształt (np. wiklinowe kosze) najczęściej maluję farbą w sprayu. Pędzlem trudno dotrzeć w różne zakamarki, a rozpylona farba radzi sobie z tym świetnie.  Tu na razie nie mam żadnej „ulubionej” marki, wybieram zwykle farby/lakiery matowe.  Do malowania mocno kryjącego, jeśli nie chcę dokładnie szlifować powierzchni wybieram  farby kokosowe Bloom, farby kredowe  (tzw. chalk paints) Annie Sloan, Autentico lub farby do stylizacji mebli Byta-yta. 
 
Herbaciarka malowana farbą Bloom
Farb Bloom nie trzeba niczym zabezpieczać, pozostałe wymagają woskowania lub lakierowania.  Farbami kredowymi  i Bytą można  za to kreować różne ciekawe efekty.  Do małej architektury ogrodowej, a zwłaszcza do elementów, które mocno „pracują” rozszerzając się latem i kurcząc zimą stosuję farbę opartą na bazie oczyszczonego z protein oleju lnianego Allback.  Jak widzicie nie mam jednej, uniwersalnej farby na wszystko :)

2.       Czy to prawda, że farbami kredowymi i farbami Byta-yta można malować po wszystkim? 

Owszem, można. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że na różnych powierzchniach farba zadziała nieco inaczej. Na drewnie, nieszkliwionej ceramice czy tkaninie farba będzie zdecydowanie łatwiej wiązać się z podłożem, a co za tym idzie będzie też  szybciej schła i przy woskowaniu nie powinna   schodzić z powierzchni jeśli mocniej przyciśniesz szmatkę. 

Element z płyty meblowej pomalowany jedną warstwą farb: Annie Sloan, Autentico, Byta-yta
Te same farby na szkle
Na powierzchniach gładkich takich jak metal, szkło, glazura, twarde lakiery czy laminat farba trzyma się jedynie powierzchniowo. Schnie dłużej i powinno się dać farbie dobrze wyschnąć przed rozpoczęciem woskowania.  

na gładkiej powierzchni metalu farba i wosk trzymają się słabiej niż na drewnie, dlatego szlifować lub przecierać trzeba delikatnie i z wyczuciem


3.       Naprawdę nie trzeba przygotowywać powierzchni? 

Tu narażę się dystrybutorom farb kredowych, ale z całym szacunkiem JAKIEŚ przygotowania zawsze powinny być zrobione. Czasem wystarczy po prostu mebel odkurzyć i przetrzeć szmatka zwilżoną wodą z detergentem, a innym razem przynajmniej z grubsza  obskrobać tony łuszczącej się farby i skleić, bo się chwieje.  Żadnemu meblowi nie zaszkodzi lekkie przetarcie papierem ściernym dla zmatowienia powierzchni (nie za grubym!).  Farba na takiej powierzchni zdecydowanie  łatwiej się rozprowadza i lepiej przylega, a co za tym idzie mniej jej zużyjemy. 

Odważylibyście się pomalować ten mebel bez żadnego przygotowania?
 Moim zdaniem najważniejszy jest zdrowy rozsądek i spokojne zastanowienie się jaki efekt finalny chcemy uzyskać i ile czasu lub środków  chcemy na to przeznaczyć. Dla jednych dziurki po kornikach to super sprawa, bo dodają meblowi charakteru, a dla innych paskudny feler i woleli by je  zaszpachlować.  Na pewno uroku nie dodają meblom odpadające elementy (np. gałki) ani  wbite byle jak gwoździe (bo komuś się nie chciało kleić mebla i postanowił zbić całość prowizorycznie ).  Meble, które były wcześniej bejcowane mogą nam sprawić niemiłą niespodziankę.  Niektóre bejce wodne potrafią zabarwić położoną na nich farbę.

Tu widać jak bejca wodna na pudełku  pod wpływem wilgoci tworzy zacieki. Taką powierzchnię trzeba koniecznie  przed malowaniem potraktować szelakiem, szelakowym primerem lub dobrym lakierem.
  
Kilka dni po malowaniu okazało się, że poprzednia farba na koszyku nie chce pójść w zapomnienie :)
Szczególnie „agresywny” jest czerwony barwnik obecny w prawie wszystkich ciemnobrązowych bejcach.  W takim przypadku trzeba przerwać malowanie i zabezpieczyć powierzchnię. Polecam do tego celu szelak lub primer Allback (wodny roztwór szelaku w boraksie).  Można również spróbować zabezpieczyć powierzchnię lakierem akrylowym, jednak czasami barwnik potrafi podbarwić również lakier.  Jeśli malujesz świeże drewno z sękami, zabezpiecz sęki przed wyciekaniem żywicy szelakiem lub szelakowym primerem (pomaga również na większość  innych plam i przebarwień  na meblach). 
 
Malowanie świeżego drewna primerem Allback.



4.       Czy farbę do pomalowania i postarzania mebli da się zrobić domowym przemysłem?

Hmmm… To zależy co masz na myśli, mówiąc o farbie do mebli.  Zacznijmy od tego, co składa się na farbę (dowolną).  Jest to pigment, wypełniacz, spoiwo, rozpuszczalnik i czasem także inne dodatki (np. zapobiegające psuciu się farby lub przyspieszające wysychanie).  Pigment nadaje barwę, wypełniacz (najczęściej kreda, proszek marmurowy, talk itp.)  zwiększa siłę krycia farby, a spoiwo ma za zadanie utrzymać to wszystko po pomalowaniu razem jako jednorodną powierzchnię.  Spoiwem w zależności od rodzaju farby  może być żywica syntetyczna, olej schnący, klej roślinny lub zwierzęcy, szkło wodne itp.  Rozpuszczalnik (np. woda)  jest potrzebny aby w czasie malowania zapewnić odpowiednią konsystencję farby i po nałożeniu wyparowuje.  Teoretycznie, wystarczy tylko odpowiednio zmieszać wyżej wymienione składniki…    
 
Pudełko malowane farbą "samoróbką" na bazie lateksowej farby do ścian, woskowane i ozdobione decoupage.
W praktyce niewiele osób porywa się na robienie metodą gospodarczą farby od podstaw.  Za to w Internecie aż roi się od przepisów na  farby do malowania mebli, wykonane z dostępnych w marketach budowlanych składników.  Czy mieszając farbę akrylową lub lateksową z kredą, gipsem, fugą itp. da się uzyskać farbę kredową do mebli? Nie, ale można uzyskać ciekawą „samoróbkę”, która będzie miała kilka cech podobnych do chalk paints.  Jeśli to Ci wystarcza, do stylizacji Twojego mebla, to czemu nie? Musisz jednak pamiętać  że granulacja dodanego do farby wypełniacza może być zupełnie inna niż w oryginalnych farbach. Może się też okazać, że w farbie są nierozmieszane grudki, trudno Ci przy kolejnych meblach osiągnąć powtarzalność koloru itp.  Nie jest również bez znaczenia co dodajesz jako wypełniacz.  Np. gips utwardza się wiążąc wodę, dlatego dodawanie go do farby nie jest dobrym  pomysłem, bo będzie szybko gęstniała podczas malowania.  

5.       Kredowe czy szwedzkie? Jest jakaś różnica?

Oczywiście! Choć wiele cech mają podobnych, są to zupełnie różne produkty.  Farby kredowe, jako prosty i szybki sposób na nadanie meblom oryginalnego, „postarzanego” wyglądu wprowadziła do powszechnego użycia Annie Sloan. Dziś pod nazwą farby kredowe możecie znaleźć  produkty różnych firm, rozsianych po całym świecie. Charakterystyczną cechą farb kredowych jest m.in. to, że dają matowe wykończenie, które utrwala się za pomocą woskowania (ew. lakierowania). Są typowymi farbami nawierzchniowymi – nie wnikają w głąb np. drewna, dają się łatwo przecierać a widoczne ślady pędzla pomagają wykreować efekty patynowania ciemnym woskiem.   

Ramka malowane farbą kredową Autentico i postarzana woskiem



Taca malowana farbą kredową Annie Sloan i postarzana woskiem
 Farby Byta-yta bazują na delikatnej emulsji wodno-olejowej, jakiej nie znajdziecie w farbach kredowych. Z tego powodu schną dłużej, a ich powierzchnia przed woskowaniem nie jest  w dotyku szorstka, tylko przyjemnie aksamitna.  Należy je zawoskować, podobnie jak farby kredowe.  W zależności od grubości naniesionej powłoki  i  sposobu nakładania kolorowych wosków można otrzymać różne rodzaje wykończenia. 

Pudełka malowane angielską farbą kredową  i zabezpieczane/dekorowane szwedzkim woskiem.
 

 W ramach moich różnych eksperymentów meblowych mieszałam ze sobą oba rodzaje farb, woskowałam farby jednego producenta woskiem innego itp. Doskonale ze sobą współpracują. Bardzo mnie to cieszy, bo zdecydowanie zwiększa ilość dostępnych kombinacji kolorystycznych i możliwych do osiągnięcia efektów. 

Jeszcze raz podkreślam, że pisząc tego posta bazuję na swoich spostrzeżeniach i odczuciach. Być może Wasze są inne. Ogromnie ciekawa jestem Waszych doświadczeń :)

czwartek, 24 lipca 2014

Z wizytą u Malin w Szwecji

Butik Byta-yta w Ytsad to jedno z moich ulubionych miejsc i kopalnia inspiracji. Tym bardziej, że właścicielka, czyli Malin jest tak samo niespokojną duszą jak ja i też ciągle ją korci, by coś zmieniać, przemalowywać i ulepszać.  Tym razem byłam w asyśce swoich córek, które myszkowały po kątach starając się zobaczyć jak najwięcej.


Trudno się dziwić, skoro już od samego progu witają człowieka takie widoki:




A to właściwy butik i pracowania zarazem. 


I rzeczy po które ja tu najczęściej zaglądam:


Jako ciekawostkę pokażę Wam jeszcze coś, co zachwyciło moją Ulę: szczypce do cukru :)



poniedziałek, 30 czerwca 2014

Candy w Domowych Klimatach

Drogie podczytywaczki, drodzy podczytywacze! Lato jakieś deszczowe się nam zrobiło i nic, tylko domowych rozrywek trzeba się imać :)  U mnie oznacza to zwykle, że wygarniam z garażu wszystkie graty grzecznie czekające w kolejce do odnowienia, stylizacji lub przeróbki.  Pomyślałam więc, że może takich jak ja wakacyjnych  "przetwórców" jest więcej. Macie ochotę pobawić się szwedzkimi produktami do stylizacji mebli? Jeśli tak, to koniecznie weźcie udział w moim wakacyjnym Candy. Do wygrania jest zestaw startowy: 2 słoiczki o poj. 330 ml  farby do stylizacji mebli Byta-yta (biała i szarozielona) oraz 4 malutkie słoiki wosków: naturalny, vintage, blue jeans i beżowy.  Taki zestaw to naprawdę spora ilość różnych możliwych do osiągnięcia kombinacji i efektów. Do kompletu oczywiście dołączona jest instrukcja "krok po kroku" oraz patyczki do mieszania farb i wosków.

 Zasady ogólnie znane, ale dla przypomnienia:
1. napisz komentarz pod tym postem
2. wstaw bannerek (fotkę z postu) na swojego bloga z aktywnym linkiem do "Domowych Klimatów"
3. jeśli nie masz bloga zostaw w komentarzu swój adres e-mail
4. zapisy trwają do 31 lipca 2014r.

Jeśli zapisze się do zabawy więcej niż 30 osób, dorzucę jeszcze nagrody pocieszenia :) 
Jest możliwość wymiany farb lub wosków na inne kolory, jeśli laureat sobie tego zażyczy, a ja będę je mieć w magazynie. Miłej zabawy!

A tu mała próbka możliwości tych preparatów:


Drewniana skrzynka malowana farbą w kolorze zielonym, woskowana naturalnie + delikatnie na biało, dekoracja szablonowa białym woskiem i  na koniec przecieranie papierem ściernym.

czwartek, 26 czerwca 2014

Inspiracje ogrodowe z opolskiego ZOO

Jak pisałam we wcześniejszym poście do opolskiego ZOO warto się wybrać nie tylko po to, by zobaczyć egzotyczne zwierzęta.  Równie interesujące są  pięknie zaprojektowane krajobrazy ze strumykami i stawami, rzeźbione ławki czy kamienne murki.  Postaram się pokazać te zakątki ZOO, które dla mnie były niezwykle urokliwe. Tu pierwszy przykład: żwirowy skwerek z formowanymi roślinami zdobią dwa lwy.




Rośliny mają nie tylko ciekawe kształty, ale także różnią się barwą, co sprawia, że cała kompozycja nie jest monotonna.  Na rozwidleniach dróg stoją drewniane drogowskazy. Spełniają nie tylko rolę informacyjną, ale także są elementem ozdobnej kompozycji roślin o rożnej wysokości i kształtach.



Połączeniem funkcji użytkowych i dekoracyjnych są również drewniane ławki z rzeźbionymi motywami.  Szczególnie pięknie wyglądają  w alejce o parkowym charakterze.



W ogrodzie zoologicznym można spotkać różne rodzaje kamiennych murków. Mnie najbardziej spodobały się te, które wykonano z ogromnych kamieni ustawionych jeden za drugim. Tworzą barierę oddzielająca wybiegi od ścieżek. W niektórych miejscach pomiędzy kamieniami wstawiono zbrojone szyby, które pozwalają lepiej dostrzec zwierzęta, ale także sprawiają, że barier praktycznie nie widać. Na niektóre kamienie wspina się malowniczo bluszcz.






wtorek, 24 czerwca 2014

Opolskie ZOO - propozycja dla miłośników fauny i flory


To z pewnością jeden z najpiękniejszych ogrodów zoologiczych w Polsce. Malowniczo położony na Wyspie Bolko, stale rozbudowywany i z każdym rokiem atrakcyjniejszy.  Jeśli tylko macie okazję  zajrzeć do Opola, wybierzcie się tam koniecznie!  Mnie za każdym razem urzeka to, że granicy wybiegów dla zwierząt i ścieżek dla ludzi praktycznie nie widać. Piękne kompozycje zieleni i małej architektury sprawiają, że czuję się jak na spacerze po ogrodzie botanicznym lub parku. Zresztą zobaczcie sami:









Jedną z najbardziej popularnych atrakcji ogrodu jest wyspa lemurów, przez którą wiedzie ścieżka dla zwiedzających. Lemury skaczą nad głowami ludzi lub przebiegają tuż przed człowiekiem nie okazując żadnego lęku przed większymi od siebie istotami.




W holu małpiarni nad głowami zwiedzających kryją się ponocnice.  Obserwują bacznie wchodzących i wdzięcznie pozują do zdjęć. Moim dzieciom najbardziej podobały się jednak nie ponocnice a sajmiri.



Myślałam, że moje córki  już wyrosły z zamiłowania do MiniZoo, ale się myliłam. Zabawne małe chińskie świnki gromadziły wokół siebie i dzieci i dorosłych. Bo jak tu sie nie uśmiechnąć na widok takich baraszkujących maluchów?



Dla dzieci na terenie ZOO przygotowano dodatkowe atrakcje: place zbaw i park linowy.



Nieopodal ogrodowej restauracji  znajduje się małe herbarium z miododajnymi roślinami, wokół których uwijają się pracowite owady.



Opolskie ZOO zostało założone przed wojną i zajmowało około hektara. Po wojnie zostało opuszczone i  straszyło pustymi wybiegami, bo Niemcy wywieźli zwierzęta. Na szczęście znalazła się grupa zapaleńców, która stanęła w obronie zwierzyńca i podjęła starania o jego reaktywację.  Udało się i ZOO ponownie otwarto, choć ze względu na trudne czasy odbudowa i rozbudowa ogrodu odbywała się "systemem gospodarczym".  Podczas powodzi w 1997 roku ZOO ucierpiało ponownie. Całkowicie zalane zostały akwaria, terraria i ptaszarnie. Wielu zwierząt nie udało się na czas ewakuować. Utonął w wezbranych wodach Odry nawet hipopotam. Po powodzi natychmiast rozpoczęło się porządkowanie terenu i odbudowa ogrodu, która trwa do dziś. Zmieniła się koncepcja przestrzenna, zwierzęta z poszczególnych regionów geograficznych zostały zgrupowane w różnych częściach ogrodu, tak by występujące w poszczególnych strefach zwierzęta mogły mieszkać obok siebie.  Większość wybiegów została zaprojektowana tak, aby dać zwierzętom maksimum przestrzeni a zwiedzającym maksimum komfortu obcowania z nimi.


Fakt, że ogród jest urządzony na terenie gdzie od dziesiątek lat rosły drzewa potwierdza choćby taki widoczek:


Zwróciliście uwagę na bluszcz wspinający się na drzewa? Jego zdrewniałe łodygi same są już jak konary! Jak w ilustracjach z bajek.   A o tym, że opolskie ZOO może być inspiracją do zaprojektowania własnego ogródka napiszę w kolejnym poście, bo ten rozciągnął mi się okropnie!

P.S. Jeśli wybierzecie się do opolskiego ZOO zarezerwujcie sobie na jego zwiedzanie kilka godzin. Oglądanie treningu uchatek kalifornijskich czy karmienia lemurów jest naprawdę wciągające i czas jakoś tak szybko przy tym biegnie :)