wtorek, 12 sierpnia 2014

Jak odkryliśmy urok loppisów :)

Wyjeżdżając na nasz rodzinny, krótki, szwedzki urlop obiecałam sobie solennie: żadnych sklepów wnętrzarskich, ogrodniczych etc. Nawet przy wystawach nie będę się zatrzymywać (a to już wzbudzało grozę u moich starszych córek, które zaczęły podejrzewać, że coś mi się złego stało). I trzymałam się twardo. Aż do soboty. Bo w sobotę odkryliśmy urok szwedzkich loppisów.

 
Loppis to coś więcej niż pchli targ czy wyprzedaż garażowa. To także rewelacyjny sposób na spędzanie wolnego czasu w gronie znajomych (i nieznajomych), wspólnie przeczesując stodoły, garaże i miejskie place w poszukiwaniu skarbów.  Loppisowa "gorączka" ma swoje apogeum latem i właśnie wtedy jadąc samochodem można spotkać poustawiane wzdłuż drogi tabliczki zachęcające do zajrzenia na podwórka czy w inne loppisowe miejsca. Ceny różne, zwykle atrakcyjne. Z niektórymi sprzedającymi można się potargować, co skrzętnie czyniliśmy. A kupić można dosłownie wszystko. Tego nie kupiliśmy:


i tego też, choć przez chwilę była opcja, że dokupimy drugi bilet na prom i wtedy na pakę zabierzemy jeszcze kilka rzeczy :)


Za to na innym podwórku, gdzie wystawiono stół z kuchenną ceramiką wpadła mi w oko ręcznie wykonana przez lokalnego artystę patera z 1958 roku


i drewniany kosz-taca, też lokalnego wyrobu. Obie rzeczy nabyłam za równowartość 28 zł. 
Dumna jak paw z poczynionych zakupów zajrzałam za stodółkę gdzie pani domu wystawiła masę ogrodowych klamotów i wzrok mój padł nie na stosy doniczek i plastikowych koszyków do sadzenia cebul, ale na leżący pod ścianą stołek do pianina. I wewnętrzny głos odezwał się we mnie jak dzwon Zygmunta na Wawelu: bierzemy! Mój mąż początkowo trochę kręcił nosem, bo na co nam stołek do pianina, skoro nie mamy pianina? Ostatecznie stołek pojechał z nami do domu. Kosztował nas równowartość 30 zł. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu jak nam się udało tak stargować.

Kolejny loppis wypatrzyły nasze dzieci, którym spodobało się poszukiwanie skarbów. Tym razem trafiliśmy do ogrodowej altany z "różnymi różnościami". Było w niej wiele cudnych rzeczy, ale ceny większości z nich mocno nas zniechęcały. Wyszliśmy z tylko jednym łupem - współczesnym stolikiem z delikatnym pęknięciem na nóżce, kupionym za równowartość 25 zł.


To nasze zakupy meblowe:


 Patera służy nam w jadalni do serwowania owoców, stołek i stolik czekają na renowację, a tacę-koszyk pomalowałam na niebiesko i służy nam do podawania napojów w ogrodowej altanie.


Tym razem nie malowałam farba kredową ani akrylówkami. Taca ma służyć głównie na zewnątrz domu, może jej się też podczas użytkowania  przytrafić zachlapanie kolorowymi napojami, więc farba powinna być odporna na takie sytuacje. Wybrałam farbę Linseed Blue (Kwiat Lnu) z palety Allback Oil Paint. Chyba w czasie upałów brakuje mi chłodniejszych kolorów :)






piątek, 8 sierpnia 2014

Manufaktura czekolady w Malmo

Tradycja ręcznego wyrobu czekolady w Malmö została zapoczątkowana ponad 100 lat temu.



Pierwsza fabryka została założona przez duńskiego producenta  Emila Mazetti Nissen pod nazwą Malmö Chokolad & Konfektfabrik AB. Firma później zmieniła swoją nazwę na Mazetti


 
Mazetti oferowała szeroki zakres produktów: czekoladę, batony, cukierki, ręcznie formowane praliny ale  najbardziej znany był Ögonkakao czyli marka kakao z charakterystycznym opakowaniem
. W 1975 roku fabrykę Mazetti kupił Fazer i kontynuował produkcję na jej terenie do 1992/1993. Obecnie manufaktura nosi nazwę Malmö Chokladfabrik i jako jedyna w Szwecji produkuje czekoladę w pełnym procesie: od wypalania ziaren kakaowca po formowanie tabliczek i pralinek. Ponad 100 lat historii manufaktury zostało przedstawione w budynku fabrycznym w jedynym w swoim rodzaju muzeum czekolady.  
 
Historyczne formy do pralinek


Narzędzia cukiernicze

Niektóre formy są używane do dziś


Zwiedzanie manufaktury to nie tylko potężna dawka wiedzy o czekoladzie i pracy cukierników, ale także okazja do spróbowania wyśmienitych wyrobów. Dzięki wycieczce do muzeum odkryliśmy jak pyszna jest czekolada z solą morską.  

Czekolada jest produkowana według oryginalnej receptury z 1888 roku, zawiera jedynie masę kakaową, cukier trzcinowy i ew. dodatki takie jak kruszone orzechy, skórkę cytrynową itp.

Palone i kruszone ziarno kakaowca jest podstawowym składnikiem masy czekoladowej. Próbowaliśmy - smaczne!

W firmowym sklepiku



Tu podaję link do strony internetowej manufaktury: http://www.malmochokladfabrik.se/ 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Lato z cytrusami

Wystawa ceramiki pod takim tytułem przeniosła mnie natychmiast w klimaty śródziemnomorskie. Zresztą zobaczcie sami:


 







Wystawa odbywała się w oranżerii, co dodatkowo potęgowało wrażenie przebywania w śródziemnomorskim ogrodzie.


niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozstrzygnięcie Candy i ogródkowego wyzwania

Nadeszła chwila którą równoczesnie lubię i nie lubię, czyli pora na przyznanie nagród :)
Lubię ten moment, bo wiem że ktoś się ogromnie ucieszy, a nie lubię bo wiem, że wiele osób poczuje się zawiedzionych, że ich coś fajnego omineło. Zacznę więc od letniego wyzwania ogródkowego dla mam i dzieci, gdzie zostały zgłoszone prace Bubisy i Fantazjany:
http://my-cottage-life-bubisa.blogspot.com/2014/07/dawno-dawno-temu.html
i https://www.facebook.com/photo.php?fbid=627438120705593&set=a.627438987372173.1073741826.100003182324168&type=1&theater
Gratuluję i proszę o kontakt w celu ustalenia, które kubeczki do Was trafią.
A teraz pora na Candy. Zgłoszeń było ponad 90. Tylu kompletów farb nie jestem w stanie rozdać. Poza główną nagrodą przygotowałam dwa mniejsze zestawy (w każdym 2 x mała farba i 2 x mały wosk).
O pomoc w wybraniu zwycięzców poprosiłam córkę.
Nagroda główna:
 
HappyAlimak

I dwie mniejsze:
 Paula Pearls i Renata

Dziewczyny, skontaktujcie się proszę mailowo :)

sobota, 2 sierpnia 2014

Królewski plac zabaw

Dzieci pary książęcej wypoczywającej w Sofiero miały swój własny plac zabaw z domkiem (a właściwie całkiem sporym domem!)  i małym ogrodem. Miejsce to przetrwało do dziś, zostało wzbogacone o nowe elementy i oferuje dzieciakom mnóstwo okazji do zabawy.




Moje cztery "księżniczki" postanowiły skorzystać z jednej z nich i pobawić się w przebieranki. Oto co z tego wynikło:

Ola jako kartofel :)





Zdrowa żywność - Ola w roli buraka
Ula jako marchewka

Żaba domaga się całusa od księżniczki
Królik chyba nabrał ochoty na marchewkę



Księżniczka Anna :)

Księżniczka Maja


Książę przybył na białym koniu...

Mamy własnego smoka!

Zobaczcie co znalazłam!

Królowa smoków


środa, 30 lipca 2014

Letnia rezydencja królewska w Sofiero

Historia pałacu i ogrodów Sofiero zaczyna się w 1864, gdy książę Oscar i jego żona Sophie polecili zbudować nad Kattegatem swoją letnią rezydencję. To właśnie od imienia księżnej pałac otrzymał nazwę "Sophie Ro".  Kiedy książę Oscar stał się królem Oscarem II rozbudował pałac a królowa Sophie urządziła go zgodnie z duchem ówczesnej epoki. 



W 1905 roku zamek zmienił właściciela. Para królewska przekazała rezydencję jako prezent ślubny dla ich syna Gustawa Adolfa, który ożenił się z Margaretą, pochodzącą z Anglii. Młoda para przeżyła rozczarowanie zobaczywszy w jakim stanie jest pałac i ogród, od kilku lat nie używane przez poprzednich właścicieli. Pałac przeszedł niezbędne remonty, wyburzono niektóre ściany, a wnętrza urządzono w jasnych kolorach i bardziej romantycznym, nawiązującym do angielskich tradycji stylu.   


Księżniczka Margareta miała dużą wiedzę o roślinach i ogrodnictwieOchoczo zabrała się za urządzanie przylegających do rezydencji gruntów, gdzie pojawiły się kwiatowe aleje, zbudowane z kamienia chodniki, ławeczki i altanki. Zdjęcia z ogrodów możecie zobaczyć na moim blogu ogrodowym www.ogrodzfantazja.blogspot.com 





Kiedy księżna zmarła (w 1920 roku) książę Gustaw Adolf kontynuował prace w ogrodzie każdego lata, nawet gdy został królem. Margareta pozostawiła w głębokim żalu męża i osierociła piątkę dzieci. Gustaw postanowił zadbać o rodzinę i ożenił się powtórnie z Louise Mountbatten. Kolejna właścicielka Sofiero zmodyfikowała nieco wystrój wnętrz pałacu. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jej gabinet i portret królowej nad biurkiem.   



 Król Gustaw Adolf pozostał wierny Sofierokażdego lata  wracał tu aż do swojej śmierci w 1973 roku. W tym samym roku posiadłość została przekazana miastu Helsigborg, które opiekuje się nią do dziś. 




Muszę przyznać, że wnętrza letniej rezydencji królewskiej bardzo mi przypadły do gustu. Jasne barwy ścian, lekkie optycznie meble i widok na morze lub piękne ogrody - czego chcieć więcej do komfortowego wypoczynku?