środa, 15 czerwca 2016

Nadmorskie klimaty - malowane boje

Wspominałam już, że fajnie jest mieć zdolnych przyjaciół? Zapewne wielokrotnie :) 
Dziś kolejny przykład na to, że marzenia są do spełnienia, trzeba tylko wiedzieć kto może nam w tym pomóc. Wymarzyłam sobie nadmorski klimat w mojej ogrodowej altance. A w tym stylu miała pojawić się specyficzna dekoracja -  malowane boje. Tak mi weszły "w obrazek" że nie byłam w stanie o nich zapomnieć.  Poprosiłam więc o pomoc Sabinę ze Śmietankowego Domu



Takiego zlecenia Sabina jeszcze nie robiła, ale podjęła wyzwanie. Obie zastanawiałyśmy się jak to finalnie wyjdzie. Zależało mi by boje były dość duże i solidne. Efekt końcowy mnie zachwycił! 
Boje wyglądają jak pożyczone z portowego nabrzeża. Przykuwają uwagę i doskonale wpisują się w zamierzony wakacyjny styl.


Siedziska w altanie  zrobiliśmy z pobielonych skrzynek na jabłka, na których przybiliśmy deski z odzysku i położyliśmy poduszki z motywem kotwicy. Stara beczka stała się podręcznym stolikiem. Do tego kilka stylizowanych dekoracyjnych dodatków, również z recyclingu.




Dziękuję Ci bardzo Sabinko! Boje wędrują od czasu do czasu w inne zakątki ogrodu, bo wszędzie wyglądają doskonale:



Dekoracje są pomalowane farbami olejnymi Allback, dzięki czemu nie będę ich musiała chować na zimę w garażu. Kolor na górze to Midnight Blue, pośrodku White, na dole Brick Red.  Tym samym granatowym kolorem pomalowałam w ubiegłym roku stolik ogrodowy, koszyk z rączkami i drewnianą skrzynkę na sztućce grillowe.  Coś mi się widzi, że w tym sezonie też parę ozdób ogrodowych zmieni dotychczasową barwę :) 

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Mięta i spółka

Wiecie co najbardziej lubię w swojej pracy? Spotkania z ludźmi!
Wielu moich klientów ma ciekawe hobby, niezwykłe zainteresowania, albo umiejętności. Często nasze kontakty nie urywają się zaraz po zakupie albo po warsztatach - dostaję zdjęcia odnowionych przedmiotów i odmalowanych pokoi albo zaproszenia do osobistego sprawdzenia jak wygląda efekt finalny. Dzisiaj pokażę i opowiem jak Dorota i Konrad stworzyli niezwykłe miejsce - Pizzerię "Mięta" w Izabelinie.



Do "Mięty", wstyd się przyznać wpadłam dopiero rok po jej otwarciu.  Jakoś mi ciągle nie po drodze było. W końcu kiedy mój mąż zapytał gdzie się wybierzemy uczcić rocznicę ślubu pomyślałam "raz kozie mięta" i  spacerkiem przez las wybraliśmy się  na drinka i pizzę. Przez całą drogę zastanawiałam się czy właścicielom udało się stworzyć ciepły klimat rodzinnej restauracji o którym marzyli wybierając farby i woski w moim sklepie. Czy czują się spełnieni serwując gościom przysmaki, jakimi wcześniej raczyła się rodzina i przyjaciele?  Pamiętałam doskonale opowieści o pizzy z gruszką i innych pysznościach, które miały wejść do menu.  I przyznam szczerze, że troszkę się obawiałam czy po ponad roku pierwszy zapał nie opadł.  Niepotrzebnie!




 





Wnętrze urządzone w spokojnych, jasnych kolorach, proste meble, urokliwe dodatki i opalany drewnem piec tworzą niezwykłą atmosferę. "Mięta" cudownie pachnie i to nie tylko miętą! Dorota i Konrad dokładają wszelkich starań aby dobrze nakarmić wszystkie wpadające tu głodomory. Trzeba przyznać, że każda pizza, której próbowałam była wspaniała. Można zostać pizzoholikiem!

A przecież oprócz pizzy są tu inne pyszne dania, doskonałe zupy i desery.

Restauracja ma stałych bywalców, a nowych klientów wciąż przybywa. Przed wizytą w "Mięcie" dobrze jest zarezerwować sobie stolik by mieć pewność, że nie obejdziecie się smakiem.








No dobrze, ale do czego posłużyły nasze produkty? Farbami pomalowano deski zdobiące ściany restauracji. Kombinacja bieli, szarości i turkusowych akcentów doskonale współgra zarówno z prostymi, nowoczesnymi stolikami w industrialnym stylu jak i przytulnym zielonym fotelem-uszakiem.  Deski stanowiące oparcie ławki rozbielono woskiem. Delikatnie, tak by nabrały barwy ale nie straciły charakteru. Podoba się Wam? Mnie bardzo!



środa, 18 maja 2016

Drewniane przecierane świeczniki

Po czym poznać że lato się zbliża? Na pewno nie po pogodzie, bo ta nas ostatnio nie rozpieszcza. Ja poznaję m.in. po tym, że ciągnie mnie do plażowych klimatów i "morskich" kolorów.  Tak było i tym razem. Wpadły mi w ręce drewniane świeczniki z wypalonymi napisami i dekoracjami. Nic ciekawego, ale czego się nie da wyczarować farbami?  Teraz wyglądają tak:


A tak wyglądały na wstępie:


Napisy zaszpachlowałam, po malowaniu nie będzie ich widać. Delikatnie przetarłam całość papierem ściernym, a miejsca gdzie kapał wosk ze świecy dodatkowo przetarłam benzyną ekstrakcyjną (w miejscach zalanych woskiem farba mogłaby się źle trzymać). Potem pomalowałam farbą Amazona w kolorze Vert de Bleu. Lubię ten kolor, kojarzący się z kaczym jajkiem. Ni to niebieski, ni szary...




Jak widać powyżej, już samo malowanie zmieniło charakter "drewniaczków".  Mój plan zakłądał jednak dwukolorową wersję, więc na wyschnięte świeczniki nałożyłam niedbale maźnięcia białą farbą.



Jak Wam się podoba taka wersja?  Moim zdaniem do aranżacji loftowych, albo bardzo rustykalnych mogłaby spokojnie zostać na tym etapie.  Ja chciałam mieć wersję nieco bardziej wymuskaną, więc podczas woskowania użyłam ostrej strony gąbki do mycia naczyń, żeby jeszcze dość świeżą farbę częściowo wytrzeć, a równocześnie wygładzić całość. 



Farba kredowa jest dość szorstka (a Amazona jest chyba najbardziej szorstka z wszystkich które kiedykolwiek stosowałam), woskowanie ją wygładza, a pocieranie szmatką lub delikatne polerowanie bardzo drobnym papierem ściernym sprawia, że powierzchnia jest miła w dotyku. Ślady po pędzlu znikają lub stają się bardziej subtelne. W niektórych miejscach dotarłam aż do drewna. Lubię jak widać, że pod spodem to nie plastik czy mdf, a naturalny materiał.  Poza tym wygląda to bardziej realistycznie, kiedy na rantach i innych wypukłościach farba jest nieco "zużyta". Tak prezentują się moje świeczniki teraz:



Mała rzecz, a cieszy :)

piątek, 8 kwietnia 2016

Refreszing stołu

Dziś post dość nietypowy. Po pierwsze dlatego, że przedmiot "przed" i "po" na pierwszy rzut oka niewiele się różni. Ale jak głosi stara maksyma diabeł tkwi w szczegółach a jest ich sporo.
Po drugie: dawno nie pisałam o farbach Byta-yta i woskach Allback. Bardzo je lubię, więc chętnie do nich wracam. Po trzecie: zaprosiłam do współtworzenia tego posta mojego męża. Mam nadzieję, że jego techniczne podejście do tematu zadowoli tych, którzy zwykle czują niedosyt informacji. Gotowi? To zaczynamy!


Rzadko kupuję meble już pomalowane. Lubię sama nadać im ostateczny szlif, a nieodnowione są tańsze niż gotowe. Tym razem jednak cena była zachęcająca, a wymiary jakby na zamówienie.  Stół kuchenny z szufladą prezentował się tak:


Dobór kolorów nam się podobał, ale wykonanie znacznie mniej. Mam nadzieję, że osoba która go malowała nie obrazi się jeśli to czyta ;)
Rozbielane nóżki wyglądały na pomazane rozwodnioną farbą, fornir na blacie był pęknięty a całość kiwała się na wszystkie strony.



Zaczęliśmy od rozmontowania stołu na pojedyncze elementy i oszlifowania nóżek. Okazało się, że pod farbą kryło się piękne, zdrowe drewno.

[MICHAŁ RADZI]:
Do szlifowania długich elementów najlepiej nadaje se szlifierka taśmowa z taśmą o ziarnie 100. Następnie elementy wypolerowałem szlifierką mimośrodową z tarczą o ziarnie 120 i 180. Krawędzie delikatnie zaokrągliłem kostką z papierem ściernym o ziarnie 180.

Sklejenie podstawy stołu okazało się większym wyzwaniem niż początkowo sądziliśmy.  Najeżona ściskami stolarskimi i ściągnięta taśmą "dojrzewała" całą noc.


[MICHAŁ RADZI] :
Moim zdaniem do klejenia odnawianych mebli najlepszy jest klej poliuretanowy: wypełnia wszystkie nierówności usztywniając połączenia, bardzo dobrze się szlifuje i przyjmuje bejce, woski i farby praktycznie tak samo jak drewno. Przedmioty wymagają bardzo mocnego umocowania ściskami stolarskimi. Im więcej i solidniej tym lepiej, ponieważ klej rozpręża się i rozpycha połączenia. Uwaga klej bardzo brudzi. Niewprawnym sugeruję lateksowe rękawiczki. Naddatek po wyschnięciu odcina się bardzo łatwo nożem i zeskrobuje z powierzchni drewna.

Następnego dnia resztkę kleju zeskrobaliśmy z powierzchni drewna.



Po delikatnym przeszlifowaniu podstawa stołu wyglądała jak nowa.


Przyszła pora na woskowanie. Wybrałam biały wosk Allback, bo jest mocniej kryjący niż większość wosków jakich do tej pory używałam i łatwo się rozprowadza.


I tu ważna uwaga dotycząca stosowania wosku - im cieńsza warstwa tym lepiej! Często kiedy słyszę od klientów, że woskowana powierzchnia po dwóch dniach nadal się lepi to po chwili rozmowy okazuje się, że chcąc zaoszczędzić czasu na dwukrotne woskowanie nałożyli jedną grubą warstwę.  To tak nie działa! Cienka warstwa schnie dużo szybciej, a jeśli chcemy uzyskać głębszy kolor wystarczy położyć dwie warstwy. Zobaczcie, to jest zbyt grubo:


Tak jest prawidłowo:


Nasz stół finalnie potraktowaliśmy dwiema warstwami wosku. Kiedy podstawa schła zajęliśmy się blatem. Zaczęliśmy od podklejenia oderwanego forniru. 


Początkowo planowaliśmy blat oszlifować i zawoskować drewno.  Ostatecznie wyszło inaczej, ale o tym za chwilę. Aby zdjąć farbę można użyć żelu do zdejmowania powłok malarskich. Rzadko go używamy, bo czasem razem z rozpuszczoną farbą zatyka pory drewna i trudno je potem równomiernie zawoskować. Do podgrzania farby można użyć opalarki lub specjalnej lampy na podczerwień. To drugie rozwiązanie jest wygodniejsze i bezpieczniejsze dla drewna - powierzchnia nagrzewa się równomiernie.






Widzicie jakie piękne było odkryte drewno?  Dlaczego je w takim razie zamalowaliśmy? Okazało się, że w dwóch miejscach były ubytki forniru, zaszpachlowane przed malowaniem.


Po oczyszczeniu z resztek szpachlówki ubytki zostały wypełnione wstawkami z drewna. Blat został pomalowany dwiema warstwami farby Byta-yta w kolorze Beton i zabezpieczony bezbarwnym woskiem.



Byta-yta daje się rozprowadzać naprawdę cieniutko dzięki czemu nawet pod dwiema warstwami nadal wyczuwalna jest struktura drewna. To bonus, który dostaje się za trud zdarcia farby!


Na koniec blat został wyglancowany bawełnianą szmatką, aby nabrał gładkości i lekko satynowego połysku.  Nowa gałka dodała charakteru. Tak wygląda stolik teraz:






Zmiana niby niewielka, a jednak dla nas zauważalna!