piątek, 8 kwietnia 2016

Refreszing stołu

Dziś post dość nietypowy. Po pierwsze dlatego, że przedmiot "przed" i "po" na pierwszy rzut oka niewiele się różni. Ale jak głosi stara maksyma diabeł tkwi w szczegółach a jest ich sporo.
Po drugie: dawno nie pisałam o farbach Byta-yta i woskach Allback. Bardzo je lubię, więc chętnie do nich wracam. Po trzecie: zaprosiłam do współtworzenia tego posta mojego męża. Mam nadzieję, że jego techniczne podejście do tematu zadowoli tych, którzy zwykle czują niedosyt informacji. Gotowi? To zaczynamy!


Rzadko kupuję meble już pomalowane. Lubię sama nadać im ostateczny szlif, a nieodnowione są tańsze niż gotowe. Tym razem jednak cena była zachęcająca, a wymiary jakby na zamówienie.  Stół kuchenny z szufladą prezentował się tak:


Dobór kolorów nam się podobał, ale wykonanie znacznie mniej. Mam nadzieję, że osoba która go malowała nie obrazi się jeśli to czyta ;)
Rozbielane nóżki wyglądały na pomazane rozwodnioną farbą, fornir na blacie był pęknięty a całość kiwała się na wszystkie strony.



Zaczęliśmy od rozmontowania stołu na pojedyncze elementy i oszlifowania nóżek. Okazało się, że pod farbą kryło się piękne, zdrowe drewno.

[MICHAŁ RADZI]:
Do szlifowania długich elementów najlepiej nadaje se szlifierka taśmowa z taśmą o ziarnie 100. Następnie elementy wypolerowałem szlifierką mimośrodową z tarczą o ziarnie 120 i 180. Krawędzie delikatnie zaokrągliłem kostką z papierem ściernym o ziarnie 180.

Sklejenie podstawy stołu okazało się większym wyzwaniem niż początkowo sądziliśmy.  Najeżona ściskami stolarskimi i ściągnięta taśmą "dojrzewała" całą noc.


[MICHAŁ RADZI] :
Moim zdaniem do klejenia odnawianych mebli najlepszy jest klej poliuretanowy: wypełnia wszystkie nierówności usztywniając połączenia, bardzo dobrze się szlifuje i przyjmuje bejce, woski i farby praktycznie tak samo jak drewno. Przedmioty wymagają bardzo mocnego umocowania ściskami stolarskimi. Im więcej i solidniej tym lepiej, ponieważ klej rozpręża się i rozpycha połączenia. Uwaga klej bardzo brudzi. Niewprawnym sugeruję lateksowe rękawiczki. Naddatek po wyschnięciu odcina się bardzo łatwo nożem i zeskrobuje z powierzchni drewna.

Następnego dnia resztkę kleju zeskrobaliśmy z powierzchni drewna.



Po delikatnym przeszlifowaniu podstawa stołu wyglądała jak nowa.


Przyszła pora na woskowanie. Wybrałam biały wosk Allback, bo jest mocniej kryjący niż większość wosków jakich do tej pory używałam i łatwo się rozprowadza.


I tu ważna uwaga dotycząca stosowania wosku - im cieńsza warstwa tym lepiej! Często kiedy słyszę od klientów, że woskowana powierzchnia po dwóch dniach nadal się lepi to po chwili rozmowy okazuje się, że chcąc zaoszczędzić czasu na dwukrotne woskowanie nałożyli jedną grubą warstwę.  To tak nie działa! Cienka warstwa schnie dużo szybciej, a jeśli chcemy uzyskać głębszy kolor wystarczy położyć dwie warstwy. Zobaczcie, to jest zbyt grubo:


Tak jest prawidłowo:


Nasz stół finalnie potraktowaliśmy dwiema warstwami wosku. Kiedy podstawa schła zajęliśmy się blatem. Zaczęliśmy od podklejenia oderwanego forniru. 


Początkowo planowaliśmy blat oszlifować i zawoskować drewno.  Ostatecznie wyszło inaczej, ale o tym za chwilę. Aby zdjąć farbę można użyć żelu do zdejmowania powłok malarskich. Rzadko go używamy, bo czasem razem z rozpuszczoną farbą zatyka pory drewna i trudno je potem równomiernie zawoskować. Do podgrzania farby można użyć opalarki lub specjalnej lampy na podczerwień. To drugie rozwiązanie jest wygodniejsze i bezpieczniejsze dla drewna - powierzchnia nagrzewa się równomiernie.






Widzicie jakie piękne było odkryte drewno?  Dlaczego je w takim razie zamalowaliśmy? Okazało się, że w dwóch miejscach były ubytki forniru, zaszpachlowane przed malowaniem.


Po oczyszczeniu z resztek szpachlówki ubytki zostały wypełnione wstawkami z drewna. Blat został pomalowany dwiema warstwami farby Byta-yta w kolorze Beton i zabezpieczony bezbarwnym woskiem.



Byta-yta daje się rozprowadzać naprawdę cieniutko dzięki czemu nawet pod dwiema warstwami nadal wyczuwalna jest struktura drewna. To bonus, który dostaje się za trud zdarcia farby!


Na koniec blat został wyglancowany bawełnianą szmatką, aby nabrał gładkości i lekko satynowego połysku.  Nowa gałka dodała charakteru. Tak wygląda stolik teraz:






Zmiana niby niewielka, a jednak dla nas zauważalna!

środa, 30 marca 2016

Metamorfoza lampki

Lubicie szybkie projekty? Ja bardzo. Dzisiaj przykład takiej prostej przemiany, którą można zrobić w jedno popołudnie. Po lampce w stylu Tiffany została tylko podstawa, dlatego jej cena była zachęcająco niska. Na dodatek to nie metal a plastik w kolorze starego mosiądzu. Kupując ją wiedziałam, że pójdzie "pod pędzel" i ciekawa byłam efektu.  Teraz jest biała z przecierką. Zamiast szklanego klosza lampka dostała biały abażurek. 


Krok po kroku wyglądało to tak:


Lampkę, która byłą całkiem nowa na wszelki wypadek umyłam, aby żadne tłuste pozostałości po produkcji nie zepsuły efektu.


Zdemontowałam metalową obejmę na której pierwotnie wspierało się szkło abażura, potem wymieniłam także oprawkę na taką, do której daje się przykręcić abażur. Oprawka to zaledwie kilka złotych, można ją kupić w markecie budowlanym.


Podstawę lampki pomalowałam dwukrotnie farbą kredową Amazona Blanc-de-blanc.


Farbę kładłam dość grubą warstwą, starając się aby dotarła do wszystkich zakamarków i zagłębień. To ważne, bo tym razem żadnego postarzania woskiem nie było w planach.


Kiedy podstawa wyschła zabrałam się za woskowanie bezbarwnym woskiem.


Wosk nakładałam szorstką stroną gąbki do naczyń, dzięki czemu równocześnie wygładzałam farbę i ścierałam ją z wypukłych wzorków. Wystarczyło mocniej docisnąć gąbkę aby farba delikatnie zaczęła odsłaniać pierwotną farbę. Im świeższa farba, tym łatwiej się ją ściera, a więc w tym przypadku długie czekanie na pełne utwardzenie farby nie jest potrzebne. Ponieważ pracowałam woskiem Amazony, która zawiera terpentynę włożyłam rękawiczki. Efekt końcowy widać na zdjęciach poniżej.





wtorek, 29 marca 2016

Święta, święta i już po...

Zostało parę migawek i miłe wspomnienia.
Ponieważ w tym roku mchu na ogrodzie mam zatrzęsienie to i w dekoracjach musiał się pojawić. Bardzo lubię dekoracje z mchem, bo w zasadzie sam z siebie jest tak dekoracyjny, że wystarczy wsadzić go w ładny pojemnik i coś na nim położyć.  Tu jajo, które kiedyś dostałam od Kajki:






Najwyraźniej dobrze mu w takim wygodnym cynowym pucharku. W jadalni drugi zajączek też ma "jajowe" towarzystwo.





Kolejna zającowa parka stanęła jak zwykle na komodzie w sypialni.




A to nasz tegoroczny pomysł na podanie pisanek na wielkanocny stół. Prawda, że proste?  Mazakiem zaznaczyłam na wytłaczance linie cięcia.



 Dziękuję pięknie za wszystkie życzenia jakie od Was otrzymałam. Mam nadzieję, że spędziliście Wielkanoc równie mile jak my :)
 


wtorek, 22 marca 2016

Wiosna idzie! Wiję gniazdko ...

Naprawdę :)
Jest to model kompaktowy i chwilowo bez żywych lokatorów, za to do zrobienia w kilkanaście minut i dzieci się przy tym doskonale bawią.


Potrzebny będzie słoik, trochę trocin (może być sizal lub pocięta bibuła), małe jajeczka plastikowe, styropianowe lub wydmuszki przepiórcze i ew. farba do pomalowania nakrętki.


Nasze jajka były w kolorze duck egg więc niezbyt piękną nakrętkę pomalowaliśmy w tym samym odcieniu.


Poszła na to jedna, dość gruba warstwa, aby łatwiej było zrobić zaplanowany efekt spękania. Zrobiliśmy go suszarką do włosów nastawioną na maksymalne grzanie. Gruba warstwa farby podsycha wtedy szybciej z wierzchu niż na spodzie, powstaje "skorupka"  i robią się na niej pęknięcia.


Proste prawda?  Zostawiliśmy pęknięcia tak jak powstały (patrz zdjęcie niżej), ale można je też wypełnić np. kontrastowym woskiem, patyną, brokatem itp.


W tym samym czasie powstała konstrukcja gniazdka. Nasze jajka miały druciki - nie obcinaliśmy ich, tylko zwinęliśmy z nich podstawę gniazda.


Teraz wystarczyło ostrożnie umieścić gniazdko na nakrętce, skręcić całość i ozdoba gotowa!  Oczywiście można by je było przykleić do nakrętki taśmą dwustronna lub klejem na gorąco, ale okazało się, że nie ma takiej potrzeby bo trociny ładnie się "rozpychają" w słoiku same i nie przesuwają się przy poruszaniu słojem.  Dzięki temu, że nie użyliśmy kleju łatwo będzie dekorację wymienić na inną.


No to u nas już wiosna...