poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wakacyjne rwanie czereśni i deszczowe zakupy

Wyjazdowy, pierwszy wakacyjny weekend za nami. Odwiedziliśmy moich rodziców, moich teściów i w drodze powrotnej udało się nam nawet wpaść na chwilę do babci.  Sobotę spędziliśmy prawie jak ludzie pierwotni - na drzewie. A w zasadzie mój maż na dachu altanki, Ola na drzewie, ja na drabinie a reszta familii krążyła miedzy nami opróżniając kolejne wiaderka (w przerwie zaś obskubując poziomki). Połowa "urobku" wylądowała w naszych brzuchach od razu, resztę (2 spore skrzynki) przywieźliśmy do domu. Pisząc tego posta wcinam kolejną porcję słodkich owoców :)



W niedzielę rano pogoda się załamała. Spacer z aparatem po ogrodzie teściów uskuteczniałam w krtce z kapturem. Fotorelacja z ogródkowego spaceru jet TUTAJ

Nastawiłam się na niedzielne buszowanie na targu staroci, a tu jak na złość nie chciało przestać siąpić.  Mimo wszystko wybraliśmy się na spacer i kilka "łupów" udało mi  się upolować.
Dzbanek w kobaltowym kolorze.

 

Róże są moje, ogródkowe :)



Po drugie małą miseczkę, która tu widzicie z czereśniami  - zabiorę ją później na siedlisko.


Dwie szklaneczki z kieliszkami.




I złotą rybkę ;)
Oby spełniała życzenia!


piątek, 19 czerwca 2015

Stary-nowy stolik z Ikea

Długi weekend jak pisałam przebiegał nam w wyjątkowo pracowitym klimacie. Ponieważ nigdzie się nie wybieraliśmy, a pogoda była sprzyjająca nadrabialiśmy zaległości ogródkowo-meblowe. I tak pod pędzel trafił mi wreszcie mały stoliczek - konsolka, który widzicie na zdjęciu:


Czy ktokolwiek z Was jeszcze pamięta, że takie sosnowe mebelki sprzedawała dawno temu Ikea? To był jeden z naszych najlepszych zakupów, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w bloku. Kuchnia była tam tak maciupka, że nic innego by się nie zmieściło (a tak 2 osoby miały jak zjeść śniadanie).  Wymiar stolika pozwalał nam również dostawić go do krótszego boku stołu w pokoju dziennym, dzięki czemu dało się  wygodnie zasiąść gdy przychodzili do nas goście. Po przeprowadzce do naszego obecnego lokum wylądował w narożniku jadalni jako pomocniczy blacik. Tymczasowo, oczywiście. I tak mu się tam jakoś stało tymczasowo prawie 12 lat :)  Zwykle przykryty serwetą, bo blat po wielu latach używania nie wyglądał zbyt pięknie. Teraz został wyciągnięty z kąta, przeszlifowany i odnowiony. 


Nóżki pomalowane farbą Amazona Off White, blat pociągnięty kilkakrotnie woskiem Amazona w kolorze czekolady. Sama nie mogłam uwierzyć, że to ten sam stolik! A w zestawieniu ze skandynawskim słojem i wiklinową ścianką na ogrodzie nabrał wyjątkowego uroku.






Blat po wyszlifowaniu, nawoskowaniu i wypolerowaniu wygląda naprawdę świetnie.

Aranżacja ogrodowa w sielsko- marynarskim klimacie powstała ad hoc i nie jest docelowym sposobem użytkowania tego stolika. Szczerze mówiąc nie bardzo mam z nim co zrobić, bo w żadnym z pokoi mi nie pasuje, a do jadalni zaplanowałam już co innego. Na razie cieszę swoje oko starym-nowym meblem.


P.S. wspomniany we wcześniejszych postach skalniak przeszedł w weekend metamorfozę i zyskał..trochę kiczu na ozdobę. Więcej o tym jak wbrew logice polubiłam plastik znajdziecie tu <klik>

wtorek, 9 czerwca 2015

Pracowity długi weekend

Pogoda sprzyjała pracom ogródkowym, więc do komputera mnie nie ciągnęło.  Odchwaściłam skalniak, przesadziłam kilka roślin,  pomalowałam stertę różnych rzeczy czekających na swoją kolej w naszym garażu.  I mam nadal niedosyt ;)


Ogród kipi kwiatami i zapachami.



 Róże zaglądają nam do okien (a ten zapach!)


No i jak tu się nie cieszyć takimi widokami?


O skalniaku po "remoncie" opowiem i pokażę go innym razem.  Teraz pochwalę się deseczkami :)
 Eksperymentuję z nakładaniem kolorowych wosków na drewno. Trenowałam na starych deskach i taki efekt mi wyszedł:


Moim zdaniem efekt fajny (im bardziej "stargana życiem" deska tym ciekawszy).  Jak uzyskać taki efekt pokazałam tu (klik)

niedziela, 31 maja 2015

Tea for Two na ogrodzie

Nareszcie ładny, słoneczny weekend.  W takie dni nie mam ochoty wracać z ogrodu do domu. Cieszę się słonkiem, kwitnącymi kwiatami i rozbuchaną zielenią.  Na ogród przenoszę się też ze śniadaniem, piciem kawy i miseczką truskawek. Na świeżym powietrzu nie wiedzieć czemu smakują lepiej :)
Dzisiaj wyniosłam na dwór mój nowo przemalowany mebelek i starą zastawę na dwie osoby.


 W ramach dogadzania podniebieniu do herbaty podałam syrop z kwiatów czarnego bzu. To już niestety końcówka moich zapasów, czekam więc z utęsknieniem na tegoroczny zbiór. 
Mam na ogrodzie miniaturowego lilaka, który właśnie kwitnie. Kolorystycznie pięknie się zgrał z zastawą ;)



 Stali bywalcy mojego bloga być może w tym stoliczku:


rozpoznali moją ubiegłoroczną loppisową zdobycz ze szwedzkich wakacji:


To ten sam stoliczek, po lekkim podrasowaniu.  Początkowo planowałam tylko przemalowanie nóżki, ale okazało się przy bliższej inspekcji. że blat ma sporo pęknięć lakieru i kilka delikatnych ale widocznych wgnieceń. Został więc przeszlifowany i zawoskowany na ciemny brąz. Nie żałuję dodatkowej pracy - woskowany blat nabrał szlachetności.


piątek, 22 maja 2015

Balerinka z szewskiego kopyta

Nie pamiętam skąd się u nas wzięło to szewskie kopyto z drewna. Leżało, przewracało się po szufladzie, aż wpadło mi pod pędzel.  Teraz wygląda jak baletka na dziewczęcej stopie. 


Tak wyglądło przed:

Trzeba je było przeszlifować i zaszpachlować większe uszkodzenia. Potem ta przyjemniejsza część czyli malowanie, woskowanie i kokarda.



wtorek, 19 maja 2015

Delikatne woskowanie - "brudzę" sobie ramki

Wpadłam do hurtowni po zupełnie co innego, ale jak to zwykle bywa: "tego co Pani chciała chwilowo nie ma, Pani zobaczy może coś innego się nada?". Nic mi się "nie nadało", za to wyoglądałam uczciwie wszystkie półki i zakamarki. W efekcie wyszłam z brązowymi drewnianymi ramkami, których zakupu wcale nie planowałam ale wpadły mi w oko. Pomyślałam, że klimatem będą pasowały do ścian w naszym wiejskim siedlisku. Przeszkadzało mi jedynie, że choć postarzane to były mimo wszystko takie "nowe" i grzeczne. Postanowiłam trochę je przybrudzić.





Brudzenie ciemnego drewna patyną na ciemno nie miałoby jednak sensu, zamalowywać drewna nie chciałam. Postawiłam na wosk. Najbardziej pasujące mi kolorystycznie do siedliskowych wnętrz były Petrol (Byta-yta)  w kolorze kaczego jaja i Islandica (Amazona)  w zielonkawym odcieniu.  Wybrałam Islandicę. Nawoskowałam grubo miejsca w których były tłoczone wzory, spoiny, defekty drewna., rysy itp. Po kilku minutach zdjęłam nadmiar wosku szmatką, tak by pozostał tylko we wgłębieniach i nierównościach. Uzyskałam efekt o jaki mi chodziło - delikatne podkolorowanie drewna.



Na zdjęciach pokazuję Wam ramki po woskowaniu i przed woskowaniem.  Różnica nie jest duża, jednak według mnie nabrały nieco bardziej "wiekowego" charakteru.




wtorek, 12 maja 2015

Lampa-kapelusik i wiosenny bez

Zapach majowego bzu (a w zasadzie lilaka) wprawia mnie zawsze w dobry humor. Przypomina mi jak w dzieciństwie razem z bratem obrywaliśmy pachnące gałązki z dziko rosnących krzaków i zanosiliśmy je mamie.  Dziś i ja chętnie stawiam je w domu w rozlicznych wazonach, kankach i słojach.





Od znajomej, Eli, dostałam w prezencie świecę o zapachu bzu.  Będę ją sobie zapalać, gdy prawdziwy zapach kwiatów przeminie.


Przy okazji pochwalę się swoim nowym nabytkiem - lampką nocną Hepburn. Kiedy ją zobaczyłam od razu przyszły mi na myśl kapelusze rodem z hollywoodzkich  produkcji.  Na przykład takie jak ten:


Moja lampka wygląda tak:








czwartek, 30 kwietnia 2015

Ahoj przygodo!

Przygoda tym razem była tapicerska.
Dzięki warsztatom przeprowadzonym w AgoHome przez Aleksandra Kądzielę z AK Design odważyłam się zamienić ładny, choć już mocno wyeksploatowany stołeczek w siedzisko w marynarskim stylu.


Wypatrzyłam bidulka z zieloną, dziurawą tapicerką na Allegro. Bardzo mi przypadła do gustu jego forma. Drewno było zupełnie dobre. Żadnych korników, żadnych większych ubytków czy obtarć. Ot lekko przeszlifować, nawoskować i już.  Ale jak poradzić sobie z paskudną tapicerką, sprężynami i wysypującą się ze środka trawą morską?





Na szczęście nasz mistrz orzekł, że sprężyny są w porządku i nie trzeba ich wymieniać, a zamiast trawy morskiej i watoliny (których mimo jego namowy nie chciałam zatrzymać obawiając się roztoczy i ton starego kurzu)  można wstawić odpowiednio wyprofilowaną gąbkę. Rozbiórka starych powłok oraz wyjmowanie gwoździ i zszywek trwało nad wyraz długo i na pewnym etapie musiałam poprosić mojego M. o wsparcie. Części gwoździ nie byłam w stanie wyjąć, tak mocno siedziały! Podzieliliśmy się też dalszą pracą - on szlifował kolejne elementy, ja je woskowałam. Potem wspólnie docięliśmy i wyprofilowaliśmy gąbkę. Pomysł na styl marynarski zabłysł mi w głowie, kiedy przybiliśmy do spodniej strony stołka granatowy materiał techniczny odgradzający sprężyny od gąbki.



Ale skąd tu na szybko w niedzielne popołudnie wyczarować granatowe grube płótno? Musiałam się zadowolić tym co miałam pod ręką. A tu nawinął się kawałek bawełny w kolorze jeansu. Na bezrybiu i rak ryba....   Jeszcze na brzegi poszła tasiemka w kotwice i gotowe! Panie kapitanie, można siadać!




Przy okazji na warsztatach skorzystała nasz sunia. Nie, nie nauczyła się obsługi pistoletu tapicerskiego ;)
Dostała własny psi mebelek.  Kiedyś jadąc do domu zauważyłam wystawiony na śmietnik ikeowaski fotelik dla zwierząt. Był spłowiały, wysiedziany na  środku i nie miał barierki. Ale ramę miał ok, więc pomyślałam, że na coś się nada.  No i jak widać, po wymienie gąbki i tapicerki działa jak nowy. Moja Olcia oszlifowała i pomalowała mu też na nowo nóżki.




Jak się Wam podobają nasze nowe-stare meble?