wtorek, 25 sierpnia 2015

Łóżko też przemalowałam!

Szafkę nocną już pokazywałam Tu. Ale łóżka jeszcze nie prezentowałam. A to w końcu kawał mebla i namachałam się przy nim co niemiara. 


Oryginalnie łóżko było drewniane, lakierowane. Było nowe, ale po przejściach.  Jak zwykle kupiłam "złoma" z pękniętą jedną deską i licznymi obiciami. Ponieważ i tak planowałam je przemalować farbą kredową do mebli nie miało to żadnego znaczenia. Deska została sklejona i można było zabierać się za pracę. Ale jakoś nie ciągle nie mogłam się zebrać w sobie....
Pewnie pojechałoby na siedlisko niepomalowane, gdyby nie to, że pewnego razu moja córka wracała  z zagranicznej wycieczki  późną nocą. Mój małż był w delegacji a ja musiałam jakoś dotrwać do pierwszej w nocy w miarę przytomna, żeby ją odebrać z lotniska. Pomyślałam, że jak będę coś robić, to nie zasnę.  Naszykowałam sobie farby, pędzle i papier ścierny, żeby jakoś z grubsza ogarnąć mebel przed malowaniem. Wizja szlifowania szczebelków była paskudna, ale skoro się kupiło to i doprowadzić do stanu używalności trzeba... Lakier był nieprzyzwoicie dobrze położony. Nie wiem jak to jest, ale jak chcesz mieć mebel dobrze wylakierowany to ze świecą szukaj, a jak przydałby się surowy to akurat trafisz na twardą, gładką taflę! Szybko zrobiłam rachunek sumienia, czy jak przy woskowaniu wyjdą przecierki to mi to będzie przeszkadzać? Nie, to w końcu ma być wiejski mebel - zadecydowałam. A przekonana byłam (co się zresztą sprawdziło), że choćbym nie wiem jak się starała to bez porządnego zmatowienia na rantach przecierki wyjdą jak nic.  Ale skoro wybrałam metodę na lenia, można było tylko przetrzeć w miejscach gdzie wcześniej kleiłam albo były większe zadrapania  i od razu machać pędzlem.


Nienawidzę malowania szczebli. Wolę pomalować cały stół niż jedno krzesełko ze szczeblinowym oparciem.  A tu, o zgrozo, poza szczeblami i listewkami nie bardzo było co malować. Jakoś dociągnęłam do końca. Farba kredowa dobrze kryje, ale przy śliskich powierzchniach trzeba malować co najmniej 2 razy, bo pierwsza się zwykle maże i trudno zachować dokładność. Akurat zdążyłam położyć drugą warstwę przed północą i pognać po dziecko. Woskowałam następnego dnia, używając do tego wełny stalowej. Woskowanie wełną to kolejny trick pozwalający zaoszczędzić czas - równocześnie woskujesz, wygładzasz i jeśli dociśniesz mocniej, to również przecierasz. Ja nie musiałam mocno dociskać, raczej starałam się nie zrobić za dużo przecierek ;)


Dla tych, którzy poczuli inspirację kolorystyczną: użyłam farby kredowej Amazona w kolorze Vert de Bleu.

sobota, 22 sierpnia 2015

Altanka nocą

Nie ma to jak schronić się przed słonkiem w altance. Widoku na ogród nic nie zasłania, wiaterek chłodzi a przy stole można napić się czegoś dobrego lub zjeść jakiś smakołyk. Zaglądam tu często również z laptopem, kiedy mam ochotę przejrzeć Wasze blogi i napisać jakiegoś posta :)
Ale najprzyjemniej spędza się tutaj wieczory.

 

Altanka ma oświetlenie elektryczne, używamy go głównie podczas wieczornego grillowania albo przeprowadzania jakichś prac. O wiele przyjemniej siedzi się w altanie przy zapalonych świecach.


W tym roku na szczęście anty-komarowych używaliśmy zaledwie kilka razy. Susza skutecznie rozprawiła się z bzykaczami. Przydają się za to wszelkie lampiony i latarenki, a nawet zwykłe doniczki - ze świecą wewnątrz stają się klimatycznymi świecznikami.


Podświetlony płomieniami świec ogród wygląda zupełnie inaczej niż w dzień.  Z mroku wyłaniają się sylwetki roślin. Nagle szczegóły pospolitych przedmiotów zaczynają mieć znaczenie:  faktury, wzory, rzeźbienia.  Szkoda, że to już prawie koniec lata!



środa, 19 sierpnia 2015

Skandynawska szafka w róże

Tym razem pokażę Wam coś, co "zmalowałam" w ramach eksperymentu. Zwykle nie próbuję łączenia kolorów, różnych produktów czy nowych technik od razu na meblach. Tym razem jednak poszłam na całość i szafka nocna przybrała nowe szaty. Dla usprawiedliwienia mogę jedynie dodać, że to wszystko z powodu ograniczonej ilości czasu na działania twórcze :)
Poza tym, jak mi się znudzi, zawsze mogę przemalować!


Szafkę kupiłam na Allegro, od sprzedawcy przywożącego towary wycofane z angielskiego Tesco. Lubię u niego pobuszować w aukcjach, bo poza przedmiotami ewidentnie zepsutymi zawsze można upolować coś, co daje się przerobić, naprawić lub zmodyfikować. Ja ciągle jestem na etapie zbierania mebli do naszego wiejskiego siedliska i każda zdobycz za niewielkie pieniądze jest mile widziana. Szafka katalogowo wygląda tak:

Jak porównałam wygląd poszczególnych elementów w paczce i powyższe zdjęcie, natychmiast przypomniała mi się scena z filmu Upadek, kiedy Michael Douglas próbuje zamówić śniadanie w fast-foodzie i  zamiast jedzenia podobnego do zdjęcia z menu dostaje jego żałosną namiastkę. W przypadku szafki aż tak źle jak w filmie nie było, jednak gdybym kupowała ją jako "pełnowartościową" zapewne przeżyłabym rozczarowanie.  Ja zakupiłam towar niepełnowartościowy tj lekko poobijany i bez części śrub.  Jak się potem okazało śruby kosztowały mnie tyle samo co szafka, ale to już zupełnie inna historia...
Plusem całej sytuacji było to, że mebel był w częściach i łatwo było go zawoskować z każdej strony. Zdecydowałam się na woskowanie, a nie na malowanie, bo chciałam aby słoje drewna były nadal widoczne. Chciałam uzyskać nietypowy kolor - równocześnie szary i niebieski. Użyłam więc szaroniebieskiego wosku Amazona oraz ciemnoszarego wosku Len i niebieskiego wosku Petrol z firmy Byta-yta. Nałożyłam na powierzchni mebla nieregularne "paćki" wosków w rożnych miejscach i rozcierałam tak, by kolory połączyły się ze sobą.


Na blacie szafki i frontach szuflad zrobiłam dekorację białym woskiem z szablonu kupionego w Liroy Merlin.  Ostatnio odkryłam, że mają w sprzedaży wielgachne szablony do malowania ścian, którymi ozdobić można bez trudu nawet blat stołu czy drzwi szafy!


Szafka zaskoczyła mnie niemile dwiema rzeczami: 
-  miała być zgodnie z opisem niczym nie impregnowana (do własnej aranżacji), a jak się okazało wosk mi się nieco ślizgał po powierzchni (co nie dzieje się na surowym drewnie)
- drewno było tak miękkie, że przy skręcaniu strach było docisnąć bardziej śruby żeby nie pękło lub się nie wgniotło (dlatego do zamocowania blatu użyliśmy dodatkowych blaszek)
Zmieniłam gałki na metalowe, jakoś mi bardziej pasowały.






Szafka już trafiła w docelowe miejsce i ładnie się zgrała z krzesełkiem, jakie odgrzebałam na siedliskowym stryszku. Intryguje mnie napis na oparciu - ZAJĄC. Krzesełko kojarzy mi się z czasami przedszkolnymi, początkowo myślałam więc, że to nazwisko dziecka. Ale w Muzeum Zabawek w Gdańsku stoi podobne i tak samo podpisane. Może ktoś z Was drodzy Podczytywacze wie, o co chodzi z tym zającem? 


środa, 12 sierpnia 2015

Krzesło do łazienki - niedbałe malowanie



Stare krzesło w nowej szacie:

W poprzednim poście pisałam o technice niedbałego malowania, dzięki której można szybko i przy niewielkim zużyciu farby uzyskać efekt postarzania i przecierania.  Krzesło, które jest głównym bohaterem tego posta zostało przemalowane właśnie tą techniką.  Razem z lustrem stanowią  uroczy łazienkowy komplecik.

Krzesło miało już swoje  przysłowiowe pięć minut  podczas sesji  zdjęciowej do „Pierwszego Miliona”.  To właśnie nad nim pastwię się na fotce z artykułu.  Siedzisko było całkowicie zniszczone,  obręcz spinająca nóżki popękana a całość mocno rozchwiana.  



O pomoc w klejeniu poprosiłam męża. Sama chyba bym się nie odważyła!  Pęknięte obręcze wyglądały groźnie - przecież to ma spinać całe krzesło! Po sklejeniu wszystkie części pomalowałam primerem szelakowym Allback, ponieważ oryginalna bejca krzesła bardzo łatwo zmywała się wodą i bałam się, że będzie przechodzić do farby podczas malowania.  Stare siedzisko zastąpiła nowa sklejka przycięta na wymiar. 



Krzesło pomalowałam kolorem Vert de Blue. Siedzisko natomiast jasnoszarym kolorem Duifgrijs.   




 


Chciałam je dodatkowo ozdobić. Potrzebowałam motywu podobnego stylem do tego, który zdobi lustro.  Na lustrze dekoracja jest wyryta w deseczce. Tu nie chciałam nic ryć. Zdecydowałam się na narysowanie dekoracji kredką i zawoskowanie.  Pierwszy płatek namalowałam  w kolorze sepii, ale nie pasowało, więc zmieniłam kolor na niebieski.  Rysując mocno dociskałam kredkę, tak by w warstwie farby kredowej powstały niewielkie wgniecenia wypełnione barwnikiem. Gotowy motyw delikatnie pokryłam woskiem. Podczas tej czynności barwnik częściowo wymywa się, dzięki czemu efekt końcowy wygląda jak malunek sprzed wielu lat. 




 Mebelki już pojechały do swojego nowego domu!


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lustro z przecierkami - technika niedbałego malowania


Przecierać można na wiele różnych sposobów.  Malując farbami akrylowymi można wspomóc się woskiem ze świecy, albo wazeliną aby  zapobiec przyleganiu farby w miejscu planowanych przecierek. Można jeszcze mokrą farbę delikatnie pocierać szmatką, wyschniętą powierzchnię potraktować papierem ściernym itd.  Farby kazeinowe (mleczne), talkowe i kredowe sprawdzają się tu doskonale, bo ich struktura i sposób nakładania aż się prosi o przetarcie.  Jedną z moich ulubionych technik pracy z tymi farbami  jest tzw. niedbałe malowanie.  Efekt osiąga się szybko, a zużycie materiałów jest naprawdę niewielkie.  


Lustro kupiłam z myślą o moim wiejskim siedlisku. Pomyślałam, że doskonale się sprawdzi w łazience. Tafla była zniszczona,  ale drewno było zdrowe. W kilku miejscach były nieliczne ślady po dawnych lokatorach.  
Stare lustro wyjęłam i na jego miejsce zamówiłam nowe.   Mrówcza to była praca, bo przerdzewiałe gwoździki łamały się ze starości.  Wyjęłam również deseczkę z dekoracją, która była malowana osobno.

Ramę delikatnie przetarłam papierem ściernym.  Nie chodziło mi o całkowite zdarcie starej powłoki, a jedynie o jej zmatowienie.  Po odpyleniu rama była gotowa do malowania. 

Wykorzystałam farbę kredową Amazona w kolorze Vert de Blue (choć można też użyć dowolnej innej, niekoniecznie kredowej!) Malowałam jedną warstwą, robiąc niedbałe pociągnięcia i nie starając się pokryć drewna całkowicie.  Warstwa farby powinna przykrywać więcej drewna niż finalnie ma być widoczne, bo przy woskowaniu część zostanie zdjęta. Nierówne pokrycie (cieńsze i grubsze) tu sprawdzi się doskonale!
Tak wyglądało po malowaniu:
 


Wyschniętą farbę pokryłam woskiem bezbarwnym za pomocą wełny stalowej 000.  Dlaczego wełną?  Bo w ten sposób za jednym zamachem woskujemy, przecieramy i wygładzamy.  To taki sprytny trick dzięki któremu metamorfoza mebla naprawdę jest ekspresowa!



Na zdjęciu widać wyraźnie jak kolor po woskowaniu nabiera głębi.
Zasada woskowania wełna jest prosta: nabieramy wosk na kłębek wełny i wcieramy. Wosk nieco rozmiękcza farbę, a wełna szlifuje powierzchnię. Nadmiar wosku od razu po woskowaniu trzeba zetrzeć szmatką.  Kiedy wosk wyschnie powierzchnia powinna być gładka i przyjemna w dotyku. Ja w niektórych miejscach dołożyłam trochę ciemnego wosku dla "postarzenia" farby. Nałożyłam gąbką w kilka miejsc i roztarłam.

Efekt mojej metamorfozy wygląda tak:



Niestety, pogłaskać drewna nie da się wirtualnie, mogę Was tylko zapewnić, że to miłe uczucie!
Tą samą techniką  pomalowałam krzesło do łazienki, które pokażę Wam w odrębnym poście. 


Podsumowując:
Zużycie farby: ok dwóch łyżek stołowych
Zużycie wosku przezroczystego: ok łyżki stołowej
Czas malowania: ok. 5 minut
Czas woskowania: ok. 10 minut
(dla porównania: wyjmowanie lustra zajęło mi 20 minut i kosztowało dodatkowo plaster na palcu!)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Gąski w kuchni

Pochwalę się moim zakupem - stadkiem gąsek.
Zauroczyły mnie. Każdy czasem przecież potrzebuje coś odmierzyć podczas gotowania. Dlaczego nie za pomocą ładnego pojemnika?  Rodzinka gąsek składa się z czterech sztuk o rożnych pojemnościach. Puste można włożyć jedno w drugie.




Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym!

czwartek, 30 lipca 2015

Ogrodowy stolik z maszyny do szycia - metamorfoza

Mebel w 100% z odzysku. Dacie wiarę?


W 1997 roku, kiedy mieszkałam pod Wrocławiem powódź zwana potem potocznie powodzią tysiąclecia wyrządziła w mieście i jego okolicach potężne szkody. Do wioski w której mieszkałam ewakuowano dwie sąsiednie wsie, kompletnie zalane wodą. Pola, łąki, a także ulice i osiedla stały się nagle wielkim jeziorem. Najbardziej wstrząsający był jednak widok tego, co pozostało po cofającej się powodzi. Krajobraz jak z filmów s-f, całkowicie pokryty błotem i szlamem. Pomimo ogromu nieszczęścia zdarzały się też sytuacje, które wywoływały mimowolny uśmiech na twarzy. Jednym z takich zabawnych widoczków  był "salonik" urządzony na przystanku autobusowym. Ktoś postawił tam kanapę, fotel, stoliczek i lampę z abażurem - wszystko tak dokładnie oblepione błotem że nie sposób było się domyślić pierwotnych kolorów.  A na stoliku stał sobie jak gdyby nigdy nic ubłocony dzbanek na herbatę i obtłuczona filiżanka. Drugi zabawny widoczek to starszy Pan, chudy i niski, z mozołem ciągnący za sobą  wózek-dwukółkę na którą pracowicie zbierał wszelkie żelastwa rozrzucone po ulicach i podwórkach na przedmieściach Wrocławia. Piętrzyły się na wózku w malowniczym stosie, podskakując na każdym wyboju i przechylając się raz w jedną, raz w drugą stronę.  Na samym szczycie metalowej piramidki sterczały nogi maszyny do szycia. Zapytałam staruszka za ile odsprzedałby mi swoją zdobycz. Podrapał się po mocno przerzedzonej czuprynie i spoglądając tęsknym wzrokiem na McDonalda za moimi plecami bąknął:  kawę i hamburgra. Kiedy pobiegłam po kanapkę rzucił jeszcze szybko: i frytki!  W ten oto barterowy sposób zostałam właścicielką  lekko podrdzewiałych reliktów przeszłości :)



Rozmontowane nogi wstawiliśmy do piwnicy moich teściów, bo po przeprowadzce do Warszawy kompletnie nie mieliśmy co z nimi zrobić. Potem utknęły w naszym garażu, bo choć wiedzieliśmy do czego będą służyć, to nie mieliśmy czasu się niemi zająć. Na jakiejś aukcji internetowej dokupiłam w ubiegłym roku dębowy blat w opłakanym stanie.  Część desek miała lokatorów, a z ramy odlazł obłóg.


Mój nieoceniony mąż skleił go, potraktował środkiem owadobójczym, wyszlifował, zaolejował i zawoskował na ciemno. W miejsca całkowicie przeżarte wstawił fleki z dębowej deseczki.




Olej wsiąkał w drewno jak w gąbkę. Drewno od razu nabrało szlachetniejszego wyglądu, uwidoczniły się słoje. Dzięki porządnemu olejowaniu może teraz bezpiecznie stać na dworze i żaden deszcz mu nie zaszkodzi.

Nóżki zostały wyszlifowane. Wymontowaliśmy koło, które będzie elementem innego meblowego projektu. Zmontowane nóżki pomalowałam  dwiema cienkimi warstwami farby Allback w kolorze Midnightt Blue.





 Tym samym kolorem pociągnęłam także  podstawę blatu, która bez dębowego obłogu nie wyglądała zachęcająco. 


Farba Allback schnie długo (pomiędzy warstwami trzeba czekać 24 godziny) ale chroni doskonale. Przez kilka do kilkunastu następnych lat nie popęka i ni złuszczy się, a zawarty w niej olej skutecznie odcina dostęp wilgoci. Zważywszy na fakt, że szlifowanie tych nóżek było ciężka pracą  wizja, że po roku czy dwóch miałabym na nowo zdzierać rdzę nie nęciła mnie w ogóle :)
Gotowe dzieło:



Teraz na warsztat trafiły dwa metalowe krzesełka, które będą stały przy stole.