Miałyśmy dzisiaj z dziewczynkami ogromną frajdę wypakowując ozdoby świąteczne z ostatniej dostawy, które przyniosłam do do domu aby je sfotografować. Do świąt co prawda jeszcze ponad miesiąc, ale już jakoś tak człowiekowi cieplej się na sercu robi, kiedy widzi reniferki, mikołaje i gwiazdki. Zresztą zobaczcie sami:
Takie rzeczy tylko u nas ;) Coś trzeba było na stole dekoracyjnego postawić, świecznik dla romantycznego klimatu by się przydał, kwiatki w wazonie mi się zasuszyły a osłonka pałętała się po kuchni bez roślinności. No to rach -ciach i jest zastosowanie dla osłonki i suchych kwiatków, a przy okazji ozdoba stołu. Kurczę, jak ja takie pięciominutowe metamorfozy lubię!
a w zasadzie bardziej do obiadu, kolacji i śniadania ;)
Co prawda Haloween za nami, ale duszki jeszcze nam towarzyszą.
Są na tyle lekkie, że porusza je najdrobniejsze zawirowanie powietrza. Zrobiliśmy je z gazy i krochmalu. Modelem głowy było plastikowe jajko.
A tak wyglądało przygotowywanie w sobotę domu na przyjęcie małych gości moich córek
Co prawda Haloween za nami, ale duszki jeszcze nam towarzyszą.
Są na tyle lekkie, że porusza je najdrobniejsze zawirowanie powietrza. Zrobiliśmy je z gazy i krochmalu. Modelem głowy było plastikowe jajko.
A tak wyglądało przygotowywanie w sobotę domu na przyjęcie małych gości moich córek
Oj, nawet bardzo. A wszystko za sprawą kilku kawałków bibułki i słoików.
Patent bardzo prosty, a efekt naprawdę fajny. I można takiego lampionu użyć w kolejnym roku!
Oba lampiony to dzieło mojej najstarszej córki. Tu drobna podpowiedź jak zrobić zakręcone pędy:
A prawdziwą dynię wystawiliśmy przed dom.
Patent bardzo prosty, a efekt naprawdę fajny. I można takiego lampionu użyć w kolejnym roku!
Oba lampiony to dzieło mojej najstarszej córki. Tu drobna podpowiedź jak zrobić zakręcone pędy:
A prawdziwą dynię wystawiliśmy przed dom.
Ula wróciła do domu. Na razie jednak nie może wychodzić, ani narażać się na spotkanie z kichającymi lub prychającymi. Aby umilić sobie czas rekonwalescencji z zacięciem wzięła się za pomaganie młodszym siostrom w dekorowaniu domu. Klimaty prawie jak z krypty - gdzie nie spojrzysz leżą lub wiszą jakieś umarlaki ;)
Drzwi do pokoju dziewczynek przeistoczyły się w wielgachną mumię. Stare prześcieradło świetnie się sprawdza w roli bandaży, a wielgachne przekrwione oczyska patrzą groźnie na każdego kto przemyka korytarzem.
Druga mumia, tym, razem w prawdziwych bandażach, rozświetla mroki nocy.
Ale furorę robią "nóżki czarownicy". W stare rajstopy włożyliśmy dmuchane prawidła do butów. Ula pożyczyła czarownicy skarpety, Ola buty i oto jest ukrywająca się pod meblami wiedźma elegantka!
W tym roku wyjątkowo nie jedziemy w rodzinne strony na Wszystkich Świętych, możemy więc sobie pozwolić na domowe halloweenowe szaleństwo.
Drzwi do pokoju dziewczynek przeistoczyły się w wielgachną mumię. Stare prześcieradło świetnie się sprawdza w roli bandaży, a wielgachne przekrwione oczyska patrzą groźnie na każdego kto przemyka korytarzem.
Druga mumia, tym, razem w prawdziwych bandażach, rozświetla mroki nocy.
Ale furorę robią "nóżki czarownicy". W stare rajstopy włożyliśmy dmuchane prawidła do butów. Ula pożyczyła czarownicy skarpety, Ola buty i oto jest ukrywająca się pod meblami wiedźma elegantka!
W tym roku wyjątkowo nie jedziemy w rodzinne strony na Wszystkich Świętych, możemy więc sobie pozwolić na domowe halloweenowe szaleństwo.
Po raz pierwszy od kilku tygodni miałam prawdziwy leniwy poranek. Fajnie jest leżeć w łóżku i nasłuchiwać jak powoli budzi się do życia dom. Niespiesznie zacząć dzień od kawy i obserwowania kota bawiącego się liśćmi w ogrodzie.
Do naszej kuchni i jadalni słoneczko zagląda właśnie rano. Dziś też towarzyszyło nam przy śniadaniu. Podświetlało trzy "szklane damy" chowające pod spódnicą skarby zebrane na sobotnim spacerze.
Lubię takie proste dekoracje. Prawdziwe "coś z niczego". I jak już się znudzą można bez żalu zmienić na inne. Więcej takich kieliszkowych aranżacji zamieściłam tu (KLIK).
Jesienią tak wiele dekoracji można wyczarować za przysłowiowy grosik. Dekoracyjne są przecież jabłka, orzechy, żołędzie, dynie, liście ...
Do naszej kuchni i jadalni słoneczko zagląda właśnie rano. Dziś też towarzyszyło nam przy śniadaniu. Podświetlało trzy "szklane damy" chowające pod spódnicą skarby zebrane na sobotnim spacerze.
Lubię takie proste dekoracje. Prawdziwe "coś z niczego". I jak już się znudzą można bez żalu zmienić na inne. Więcej takich kieliszkowych aranżacji zamieściłam tu (KLIK).
Jesienią tak wiele dekoracji można wyczarować za przysłowiowy grosik. Dekoracyjne są przecież jabłka, orzechy, żołędzie, dynie, liście ...
Kochani, dziękuję serdecznie za Wasze maile i sms-y z życzeniami zdrowia dla córki. Przyda się na pewno, bo przecież żeby chorować trzeba mieć końskie zdrowie ;)
Ostatnio, moje największe wnętrzarskie dokonania to [błachacha] malownicze upychanie suszarek z praniem w salonie i układanie w widowiskowe sterty wysuszonego prania. Jeszcze trochę i trzeba będzie używać nawigacji GPS, żeby się bezkolizyjnie dostać zza stołu w jadalni na sofę w salonie. Nadprogramowe zajęcia w postaci wizyt w przeróżnych przybytkach opieki zdrowotnej skutecznie utrudniają nam zapanowanie nad domowym chaosem. I jeszcze jak na złość zmywarka odmówiła dalszej współpracy. Na poprawę nastroju postanowiłam zrobić ekspresowy wianek. Zajęło mi to max 10 minut. Baza zrobiona z witek rozpełzającej mi się po ogrodzie aktinidii, wypełnienie z nadmiernie rozrośniętego jałowca, a dekoracja z wrzosów i gałązki róży okrywowej. No, to przynajmniej mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zmniejszyłam nieco "dżunglowatość" ogrodu :)
Ostatnio, moje największe wnętrzarskie dokonania to [błachacha] malownicze upychanie suszarek z praniem w salonie i układanie w widowiskowe sterty wysuszonego prania. Jeszcze trochę i trzeba będzie używać nawigacji GPS, żeby się bezkolizyjnie dostać zza stołu w jadalni na sofę w salonie. Nadprogramowe zajęcia w postaci wizyt w przeróżnych przybytkach opieki zdrowotnej skutecznie utrudniają nam zapanowanie nad domowym chaosem. I jeszcze jak na złość zmywarka odmówiła dalszej współpracy. Na poprawę nastroju postanowiłam zrobić ekspresowy wianek. Zajęło mi to max 10 minut. Baza zrobiona z witek rozpełzającej mi się po ogrodzie aktinidii, wypełnienie z nadmiernie rozrośniętego jałowca, a dekoracja z wrzosów i gałązki róży okrywowej. No, to przynajmniej mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zmniejszyłam nieco "dżunglowatość" ogrodu :)
Poganiana przez niecierpliwych podczytywaczy bloga śpieszę donieść, że w ramach "Spotkań z rękodziełem" w AgoHome planujemy w najbliższym czasie dwa warsztaty z wykorzystaniem farb kredowych.warsztat 1: Malowanie mebli i dekoracji farbami kredowymi
Koszt: 160 zł
Termin warsztatów: 16 listopada 2013 godz. 11
Przewidywany czas trwania: 4,5 godziny
Miejsce: sklep AgoHome w Starych Babicach
Zakres tematyczny: podstawy techniki, woskowanie, patynowanie.
O wrażeniach Ewy z pierwszego takiego warsztatu można przeczytać tu (KLIK)
warsztat 2: Magia świec
Koszt: 30 zł
Termin warsztatów: 9 listopada 2013 godz. 11
Przewidywany czas trwania: 2 godziny
Miejsce: sklep AgoHome w Starych Babicach
Zakres tematyczny: ozdobne świece w donicach - dekorowanie ceramiki farbami kredowymi i transferem, zabezpieczanie dekorowanej powierzchni.
W ramach tego warsztatu wykonamy podobne świece jak te, które można wygrać w moim candy (KLIK)
Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prosimy o zapisywanie się na spotkania mailowo ago@agohome.pl, telefonicznie 605682313 lub osobiście w sklepie AgoHome w Starych Babicach ul. Pocztowa 1 (dojazd z Warszawy autobusami 712, 714, 719 i 729).
Nie-malujących zapraszam też serdecznie na inne spotkania i warsztaty w AgoHome. Może i Wy znajdziecie coś dla siebie? Terminarz dostępny jest tu (KLIK)
Czeka na powrót Uli ze szpitala. Kiepska sprawa - w piątek 16 urodziny, łakocie, prezenty i życzenia a w poniedziałek pilne skierowanie na oddział hematalogiczny z rozpoznaniem małopłytkowości. Kompletne zaskoczenie. No bo jak to tak? Skąd? Dlaczego?
I to czekanie na diagnozę. Okropne. Wreszcie jest. Uff. To nie białaczka. To "tylko" tarczyca.
Ciągle mnie zaskakuje ta względność postrzegania świata. Gdyby mi tydzień temu ktoś powiedział, że moje dziecko ma chorą tarczycę martwiłabym się potwornie, a ja od wtorku cieszę się z tej diagnozy. Z problemami tarczycowymi da się normalnie żyć (mój mąż najlepszym przykładem), a ta wcześniej podejrzewana przyczyna po prostu ścinała z nóg.
Podlewam urodzinowe kwiatki w pokoju Uli, niech się nimi nacieszy po powrocie. Do jej ulubionej kolekcji sukulentów dołączyła metalowa misa z papryczkami. Zamiast typowego bukietu wybraliśmy jesienną kompozycję w czerwonych kolorach, bo takie dodatki postanowiła wprowadzić do swojego odnowionego pokoju. Świetnie się komponują z zegarem, który wcześniej dostała od nas w prezencie. Siostry kupiły jej bardzo ładne świeczki w "obowiązkowym kolorze". Drugi "obowiązkowy" element wystroju to końskie trofea i pamiątki. Koniara z niej i już!
Wracaj szybko do zdrowia córeczko!
I to czekanie na diagnozę. Okropne. Wreszcie jest. Uff. To nie białaczka. To "tylko" tarczyca.
Ciągle mnie zaskakuje ta względność postrzegania świata. Gdyby mi tydzień temu ktoś powiedział, że moje dziecko ma chorą tarczycę martwiłabym się potwornie, a ja od wtorku cieszę się z tej diagnozy. Z problemami tarczycowymi da się normalnie żyć (mój mąż najlepszym przykładem), a ta wcześniej podejrzewana przyczyna po prostu ścinała z nóg.
Podlewam urodzinowe kwiatki w pokoju Uli, niech się nimi nacieszy po powrocie. Do jej ulubionej kolekcji sukulentów dołączyła metalowa misa z papryczkami. Zamiast typowego bukietu wybraliśmy jesienną kompozycję w czerwonych kolorach, bo takie dodatki postanowiła wprowadzić do swojego odnowionego pokoju. Świetnie się komponują z zegarem, który wcześniej dostała od nas w prezencie. Siostry kupiły jej bardzo ładne świeczki w "obowiązkowym kolorze". Drugi "obowiązkowy" element wystroju to końskie trofea i pamiątki. Koniara z niej i już!
Wracaj szybko do zdrowia córeczko!
Tak ją właśnie widzę - damulka w jesiennym okryciu. Kupiłam wielką donicę pełną kalanchoe pod wpływem impulsu. Ich optymistyczny kolorek mnie zachwycił.
W domu odkryłam, że nie mam tej donicy w co wsadzić. Najpierw wylądowała w metalowej misce na sałatkę. Ale nie wyglądało to zbyt dobrze. Obeszłam cały dom w poszukiwaniu czegoś bardziej pasującego. Nic mi w oko nie wpadło.
Następnego dnia po pracy kombinowałam dalej skąd tu wziąć jakiś ładny pojemnik. I dostałam olśnienia... w łazience. Mam kilka szydełkowych worków w których trzymam kosmetyki, zapas papieru toaletowego itp. drobiazgi. Szybko opróżniłam jeden z woreczków i włożyłam do niego całą miskę wraz zawartością. Zbyt wysokie brzegi pojemnika wywinęłam na zewnątrz. Tadam!
Mógł Archimedes wrzeszczeć EUREKA wyskakując z kąpieli, mogę i ja! Różnica tylko taka, że podobno Archimedes z radości latał po ulicach na golasa ;)
W domu odkryłam, że nie mam tej donicy w co wsadzić. Najpierw wylądowała w metalowej misce na sałatkę. Ale nie wyglądało to zbyt dobrze. Obeszłam cały dom w poszukiwaniu czegoś bardziej pasującego. Nic mi w oko nie wpadło.
Następnego dnia po pracy kombinowałam dalej skąd tu wziąć jakiś ładny pojemnik. I dostałam olśnienia... w łazience. Mam kilka szydełkowych worków w których trzymam kosmetyki, zapas papieru toaletowego itp. drobiazgi. Szybko opróżniłam jeden z woreczków i włożyłam do niego całą miskę wraz zawartością. Zbyt wysokie brzegi pojemnika wywinęłam na zewnątrz. Tadam!
Mógł Archimedes wrzeszczeć EUREKA wyskakując z kąpieli, mogę i ja! Różnica tylko taka, że podobno Archimedes z radości latał po ulicach na golasa ;)






















