sobota, 27 lipca 2013

Altana z czerwonej cegły

Dzisiejszy post dedykuję Ani, która planuje wykorzystać cegłę do budowy altany i podzieliła się ze mną swoimi wątpliwościami dotyczącymi konserwowania takiej konstrukcji.  Jak widać na przewijających się  czasami na moim blogu zdjęciach  jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami  takiej altany. Powstała na bazie muru odgraniczającego naszą posesję od sąsiedniej.


Murek, stylizowany na tzw. mur klasztorny to była moja fanaberia. Mieliśmy z tarasu widok na sąsiedzkie podwórko, a na nim na wprost naszych okien m.in. śmietnik i nieczynną sławojkę. Postanowiłam więc, że ten fragment ogrodzenia musi być piękny! Przecież siedząc rano z kawą na tarasie nie chcę oglądać czyjegoś kubła na śmieci. Odkupiliśmy za niewielką sumę cegły z jakiejś starej stodoły (miały wypalone jeszcze carskie marki) i  powstał murek.



Panowie budowlańcy stukali się w czoło. "Se babsko wymyśliło" marudzili - bo w murze miały być łukowate wnęki imitujące okna i dachówka na górze. Majster nawet próbował mnie przekonywać, że z suporeksu byłoby szybciej. Dopiero jak murek stanął, nieśmiało przyszedł zapytać czy może go sfotografować i wziąć ode mnie rysunek z projektem, bo pomyślał, że inni klienci też mogliby taki chcieć :)


Do murku dobudowaliśmy dwie niewielkie, półokrągłe ścianki  pod przyszłą altankę. Czekały na przykrycie dachem chyba ze trzy lata, bo nie mieliśmy za co wykończyć projektu. Wreszcie zabraliśmy się za jej dokończenie. Półokrągły daszek opiera się na murku i trzech kolumnach z okorowanego, wysezonowanego dębu. W części dachu odkryliśmy belki pomiędzy którymi zamontowaliśmy linki. Powoli wspina się po nich wisteria i winobluszcz. Za kilka lat będziemy mieli zielony, kwitnacy daszek.


Ważne uwagi: dachówka na murku to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim ochrona przed skutkami ew. zalegania wody deszczowej. Woda z daszku altany również jest odprowadzana niewielką rynną na zewnątrz, tak aby nie lała się po murze. Zamarzniecie wody w mokrym murku groziłoby na wiosnę pękaniem i  murszeniem  cegieł, obrastaniem mchem itp. niepożądanymi efektami. Cegły można zabezpieczyć także specjalnym preparatem, my tego nie robiliśmy.

czwartek, 25 lipca 2013

Fraby kredowe - przecierka na mokro

Dzisiaj zgodnie z obietnicą kolejny post o farbach kredowych.


Technikę przecierki na mokro stosuję na przedmiotach, które mają ładne, wyraźne dekory. Jeśli przedmiot nie był niczym malowany najpierw maluję go farbą w kontrastowym kolorze. Na fotkach poniżej zobaczycie starą, pozłacaną ramkę od przedwojennego obrazka. Niczym jej wcześniej nie malowałam, a jedynie zaszpachlowałam większe pęknięcia w tłoczonym wzorze.



Ramkę malujemy farbą kredową w wybranym kolorze. U mnie - kremowa.

Odczekujemy chwilę, aby farba zaczęła wiązać z podłożem, a następnie delikatnie szmatką ścieramy jej nadmiar. Wypukłe części dekorów zostaną odkryte, a farba pozostanie w załamaniach i wgłębieniach. Na koniec ramkę woskujemy czystym (jasnym) woskiem.


Ważna uwaga: jeśli zbyt szybko zaczniemy wycierać, zetrzemy całą farbę, również z zagłębień. Jeśli zrobimy to zbyt późno trzeba będzie mocniej trzeć. W takiej sytuacji, lub jeśli w jakimś miejscu farba "złapała" lepiej niż gdzie indziej można ściereczkę lekko zmoczyć.

środa, 24 lipca 2013

Nowy nabytek

Kupiłam pod wpływem impulsu. Tanio było... No to jak się nie skusić? Co prawda forma szafki to swoisty eklektyzm góralsko-barokowy, ale pomyślałam, że trochę farby kredowej i wosku ujednolici jej wgląd. To żaden wielki antyk, mebel wykonano współcześnie z płyty okleinowanej drewnem.


Na razie stanęła w przedpokoju, w miejscu, które ciągle nie może się doczekać ładnej przyściennej konsolki. No i pojawił się mój dylemat: na jaki kolor toto przemalować? Może mi ktoś doradzi, bo mnie niemoc twórcza zdjęła!


Mebelek po renowacji mam zamiar wystawić na sprzedaż, więc jeśli ktoś ma na niego ochotę chętnie podam wymiary itp. na maila.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Tajemniczy piłkarski gadżet

W piątkowy wieczór miałam przyjemność wtajemniczać moje blogowe koleżanki w podstawowe techniki używania farb kredowych. Niby to proste i w necie bez trudu filmiki instruktażowe znaleźć można, ale jednak co zajęcia praktyczne, to zajęcia praktyczne. Ewa z Przytulnego Domu już się pochwaliła co jej się udało "zmalować", ja sprzedam Wam historyjkę o piłkarskim gadżecie ;)


W zaproszeniu na warsztaty napisałam, że jedną z rzeczy jakim będziemy dawać drugą szansę na zaistnienie we wnętrzach domowych będzie "gadżet piłkarski". Dziewczyny zachodziły w głowę co też może to oznaczać. Piłkę? Gwizdek? Szalik kibica?  A gadżet wyglądał tak:


Doniczki z kwiatami kupiłam w Biedronce po zakończeniu Euro2012. Z powodu dezaktualizacji wystroju piłkarskiego przeceniono je na 2,99. Kwiaty zagościły w moich koszach i donicach, a piłkarskie osłonki w garażu, czekając na lepsze czasy. Jak stali podczytywacze bloga wiedzą, nie mam synów a jedynie 4 córki, więc szans na zaistnienie w ich pokojach osłonek w wersji oryginalnej raczej nie było. Teraz w sam raz się nadały do zaprezentowania możliwości kredówek, które świetnie się trzymają także ceramiki. Najpierw potraktowałyśmy osłonki niebieską farbą z palety Autentico ciągnąc pędzlem w pionie, potem kremową farbą ciągnąc pędzlem w poziomie. Potem wosk (mieszanka 1:1  jasnego i rustykalnego) i delikatne szlifowanie papierem ściernym. Teraz pola na osłonce bardziej przypominają skorupę żółwia niż piłkę.


A tu w pełnej krasie piłkarski gadżet before i after ;)


Inne przedmioty wraz z opisem ich wykonania obiecuję zamieszczać w kolejnych postach.

Ogródkowanie

Pamiętacie jeszcze tę tabliczkę? Kiedy ją robiłam lało i wiało. Spędziła więc trochę czasu w mojej sypialni. Teraz jest już na właściwym miejscu, czyli w ogrodowej altance.


Dotrzymuje towarzystwa ćwiartce starego koła, które wpasowało się w okienko i beczce, która została podręcznym stolikiem.


A w ogrodzie kwitną lilie, róże i dziewanny. W tym roku puszczone samopas i "na dziko" bo ciągle mi czasu brakuje na dosadzenie im godnego  towarzystwa :)